EUTANAZJA Drukuj
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
piątek, 01 lutego 2013 22:02

Trochę historii


Prawdziwą uwerturą dzieła eutanazji okazała się eugenika. Od starożytności uczeni snuli wizje stworzenia lepszego człowieka, wymyślając w tym celu coraz bardziej przerażające narzędzia. Pojęcie „eugenika” (gr. eugenes – dobrze urodzony) pojawiło się w roku 1883 za sprawą Francisa Galtona, kuzyna Karola Darwina. Dotyczyło ono selektywnego rozmnażania zwierząt albo ludzi w celu ulepszenia gatunku. W świecie starożytnym tylko Sparta stosowała eugenikę, pozwalając, by słabe lub niepełnosprawne dzieci skazywane były na śmierć. Selektywne rozmnażanie postulował nawet Platon, domagając się, by władza przejęła kontrolę nad reprodukcją poddanych. Z czasem wprowadzono rozróżnienie na „eugenikę pozytywną” (zachęcanie do reprodukcji osobników najbardziej wartościowych) oraz „eugenikę negatywną” (zniechęcanie osobników uznanych za gorszych).

 

Prawo rzymskie, choć dawało ojcu władzę absolutną nad dziećmi, jednak nie pozwalało na stosowanie eugeniki. Nawet Kodeks Hammurabiego (XVIII w. przed Chr.), znany z prawa odwetu, gwarantował wysoką nagrodę za uratowanie życia i surową karę w sytuacji odwrotnej.  Przysięga Hipokratesa, którą jeszcze niedawno składali lekarze, przyjmując obowiązki swojego powołania, jednoznacznie zakazywała lekarzowi choćby epizodycznego udziału w jakichkolwiek występkach przeciwko życiu pacjenta:

 

Będę stosował zabiegi lecznicze wedle mych możliwości i rozeznania ku pożytkowi chorych, broniąc ich od uszczerbku i krzywdy. Nikomu, nawet na żądanie, nie dam śmiercionośnej trucizny ani nikomu nie będę jej doradzał, podobnie też nie dam kobiecie środka poronnego. W czystości i niewinności zachowam życie swoje i swoją profesję.

 

Wybitny filozof Kartezjusz słyszał w eutanazji krzyk stworzeń nie radzących sobie z cierpieniem:

 

Ci, co wzywają śmierci, chcą tak naprawdę  pomocy w niesieniu brzemienia życia, którego bynajmniej nie chcą utracić.

 

Ideologowie francuskiego oświecenia, tacy jak Diderot, Rousseau, wychodząc z błędnego założenia, że przyjemność ma pierwszeństwo przed cierpieniem, dopuszczali  samobójstwo na życzenie. Jeszcze dalej w swoich poglądach poszedł F. Nietzsche, ulubiony filozof Hitlera, który z walki silnych ze słabymi uczynił fundament swojego myślenia. Głosił:

 

Silni nie powinni mieć kontaktu ze słabymi, a już na pewno nie powinni degradować się(!) do bycia ich lekarzami lub pielęgniarkami. Chronicznie chorzy powinni być zachęcani do samobójstwa. Mamy domagać się eutanazji dla tych, którzy mają nieprzyzwoitość żyć długo, nikczemnie wegetując, zatraciwszy poczucie przyszłości.

 

Nie trzeba było długo czekać. W 1908 roku w Holandii dokonano pierwszej eutanazji i w ten sposób otwarto drzwi wielkiego procederu. W 1952 r. lekarz podał śmiercionośną dawkę swemu bratu. Otrzymał za to rok w zawieszeniu. W 1967 r. lekarz odłączył choremu respirator. Rok później lekarka podała swojej sparaliżowanej matce śmiercionośną dawkę morfiny. W 1981 r. odbył się w Holandii pierwszy proces działaczki ruchu na rzecz eutanazji, która pomogła w samobójstwie. Sąd skazał ją na sześć miesięcy w zawieszeniu, tylko dlatego, że nie dopełniła wszystkich  procedur. W 1982 r. w Holandii parlament powołał  krajową komisję ds. legalizacji eutanazji. Badania przeprowadzone w 1990 r. w Holandii wykazały, że połowa lekarzy uważała za właściwe sugerowanie pacjentowi eutanazji. Obecnie rozważa się, czy eutanazją nie objąć „zmęczonych życiem” i dzieci poniżej 14 roku życia. Zadziwia współudział lekarzy w legalizacji eutanazji. Jest to oczywiste sprzeniewierzenie się powołaniu i etyce lekarskiej.

 

Argumenty przeciwko eutanazji

 

Po pierwsze: nie wolno składać prawa do decyzji w ręce pacjenta, który jest poddany presji zdarzeń: diagnozy, zabiegów, strachu i może być zwyczajnie kuszony rozpaczą. Nie można pytać: czy leczyć, ale jak leczyć?

 

Po drugie: legalizacja eutanazji nałożyłaby na osoby trzecie: lekarzy, rodzinę, opiekunów prawny wymóg, który może stać w konflikcie z ich sumieniem. Zmuszałaby wielu ludzi do postępowania wbrew swoim przekonaniom. Udowodniono, że wyniki badań opinii publicznej w Holandii i Belgii były fałszowane. A poza tym, nikt nie pyta samych pacjentów. Prawie wyłącznie głos zabierają zdrowi. W Oregonie (USA), gdzie prawo pozwala na samobójstwo w asyście lekarza, w ciągu 3 lat zmarło na raka ponad 20 tys. ludzi. Według sondaży 66% popiera  takie rozwiązanie. Tymczasem receptę na truciznę wykupiło niecałe 0,3 % chorych, czyli 65 osób!

 

Po trzecie: eutanazja może potęgować cierpienie. Onkolodzy pracujący w hospicjach mówią, że nie ma obiektywnych kryteriów bólu nie do zniesienia. Kto ma określić, który ból jest właśnie taki? W Holandii, gdzie ten proceder trwa już ponad 20 lat, u 16 % pacjentów poddanych eutanazji śmierć była bardzo bolesna i trwała ponad dobę! Co piąty pacjent po przyjęciu dawki śmiertelnej żył, dusząc się kilka godzin w straszliwych konwulsjach i spazmach. To dlatego odradza się rodzinom obecność! Czy ktokolwiek z nas miałby odwagę patrzeć!

 

Po czwarte: eutanazja powoduje utratę zaufania publicznego do służby zdrowia. W Holandii zauważono ucieczkę pacjentów z pojedynczych sal, niechęć do kroplówek, ponieważ jest podejrzenie, że może to być zastrzyk śmiercionośny.

 

Po piąte: legalizacja eutanazji zmieniłaby paradygmat wychowania i całej moralności społecznej. Wyrachowanie otrzyma pierwszeństwo przed poświęceniem. Spowoduje to stygmatyzację postaw i promocję zachowań utylitarnych. Wszyscy wejdziemy na równię pochyłą.  I dokąd zacznie zmierzać nasze pokolenie?

 

AUTOR:  Ks. Ryszard Winiarski

 

ŹRÓDŁO:

Poprawiony: sobota, 02 lutego 2013 03:10