Nawet trumna miłości nie zakończy... Drukuj
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
sobota, 09 lutego 2013 21:50

Wzruszyłem się dzisiaj…  Na pogrzebie. Kiedy skończyłem modlitwę, najbliższa rodzina zmarłej zaczęła podchodzić do trumny, by ostatnim dotykiem dłoni pożegnać się z matką, babcią, prababcią, siostrą, ciocią, przyjaciółką. Na końcu zbliżył się do ukochanej żony małżonek. Starszy pan, z laseczką w dłoni, przygarbiony lekko, z siwizną mijającego bezpowrotnie czasu  we włosach. Zaczął czule gładzić twarz swojej żony. Potem włosy. Trumnę zamknięto. Choć we łzach poczciwego starca, wciąż odbijała się twarz ukochanej małżonki…

 

Przeżyli ze sobą sześćdziesiąt lat. Wychowali trójkę dzieci. Doczekali się wnuków i prawnuczki. Stali się jeszcze jednym, namacalnym dowodem na to, że co Bóg złączył, człowiek rozdzielać nie może i nie powinien. Widziałem, jak mocne zrobiła wrażenie owa małżeńska  katecheza z pogrzebu, podarowana za darmo zebranym  w kaplicy cmentarnej. Nie opuszczę cię aż do śmierci…. Bo ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską… Nie ślubuję ci nowej pralki, plazmy na pół ściany, wygodnego domku i samochodu, którym dojedziesz do pracy…  Ślubuję ci coś, co nie z nas pochodzi, ale w nas zamieszkało, czyli miłość sięgającą głębiej i dalej… Gdzie wzrok nasz słaby dojrzeć wszystkiego nie zdoła, bo nie potrafi…

 

W dłoni starszego mężczyzny, gładzącego delikatnie wybrankę życia, można było wyczuć  przedziwną i szokująco (nie)realną siłę, która jest w stanie nawet w przestrzeni trumny, żyć wciąż i na nowo, przebijając się przez bramę śmierci. Staruszek nie dotykał trupa. Jego dłoń nie powędrowała ku kościom policzkowym, pokrytym pomarszczoną, martwą skórą. To wszystko wyglądało jakby leżeli obok siebie, późnym wieczorem i tuż przed snem on gładził ją z miłością, dziękując za jeszcze jedne, wspólnie przeżyte godziny… Dotyk pełen miłości, prawie że erotyczny, a jednak nigdy nie pozbawiony poczucia wstydu, jakiejś intymności, którą Bóg podarował każdemu człowiekowi jako pancerz ochronny przed wyuzdaniem i profanacją tego, co święte… Bo miłość jest święta… Także ta erotyczna i łatwo ją sprofanować, złajdaczyć, zeszmacić…

 

Tego samego dnia, staruszek dotknął jeszcze jednego Ciała. Przyjął Ciało Chrystusa, szeptając  do Bożego ucha: „Pamiętaj o niej, o mojej ukochanej”… Ten, który ich połączył, przychodzi, by podnieść starca na duchu i przypomnieć mu jeszcze raz: „nie tylko do śmierci… ale i dalej… jesteście ze sobą dalej”…  Bo miłość nigdy się nie kończy. Jest, albo jej nie ma. Żyje, albo jest martwa. Ta Miłość, która kiedyś ich połączyła, scaliła, oplotła delikatną siecią wzajemnych zależności, która zrodziła serię poświęceń i ofiary…. Miłość, która na krzyżu dojrzewała niczym dorodny owoc, na drzewie skąpanym Słońcem… Miłość, która stała się Ciałem i która nigdy Ciałem być nie przestała. Ta Miłość przyszła do zapłakanego starca, powtarzając w rytmie mocno bijącego serca: „Ona żyje… I jest z tobą nadal… Twoja dziewczyna, twoja narzeczona, twoja małżonka… Twoja ukochana, której kiedyś ślubowałeś coś, o czym nie miałeś zielonego pojęcia, a jednak zaryzykowałeś, odważyłeś się, poświęciłeś”…

 

Kiedy na cmentarzu objąłem kruche ciało staruszka, usłyszałem słowa zmieszane ze łzami: „Dziękuję księdzu, dziękuję”… Padał mocny deszcz. Zrobiłem znak krzyża na czole wdowca, pobłogosławiłem go i ruszyłem w kierunku cmentarnej bramy. I pomyślałem sobie: „Mój Boże, jak szatan musi mocno nienawidzić  świętego małżeństwa”… Skoro tak wielu dzisiaj mężczyzn i kobiet dezerteruje z pola walki  o świętość swojego małżeństwa, zapominając, że jedno ciało, którym się stają, mieści tak naprawdę trzech… Jego, ją i tego, który mówi o sobie: „Jestem, który jestem”…

 

W dłoni staruszka dotykającej małżonki, która leżała  w trumnie, Pan dał nam łaskę odkrycia śladów Nieskończonego… Może ich śmierć jakoś rozłączyła. Ale nie „skończyła”. Bo, co Bóg złączy, nawet śmierć nie jest w stanie zakończyć…

 

AUTOR:  Ks. Rafał J. Sorkowicz SChr

 

ŹRÓDŁO:  http://www.sorkovitz.blogspot.com