| Oblicze Boga i ludzkie oblicza |
|
|
|
| Wpisany przez TOMASZ32-VAD |
| czwartek, 24 stycznia 2013 16:13 |
|
Kilka dni temu telefoniczna rozmowa z Kasią... Łamiący się głos: „Ojcze, mam złe wyniki”. Wysłuchałem do końca i pobłogosławiłem Kasię. Następnego dnia głos Kasi był jak zwykle spokojny i radosny: „Dziękuję Bogu za te lata, o które wydłużył moje życie, za kochane dzieci i wspaniałego męża, za tylu dobrych ludzi, których postawił na mej drodze i którzy modlą się za mną. Oddaję moje życie i moich najbliższych w ręce miłosiernego Boga, niech się dzieje Jego wola”.
Kasię i jej najbliższych poznałem w sierpniu 2010 r. w Arce Pana – w Gródku nad Dunajcem. Pokochałem ją i zaprzyjaźniłem się. Później, pogłębiła się ta nasza przyjaźń na Biblijnych Warsztatach Antydepresyjnych w Skomielnej Czarnej. Kasia ma jasną, delikatną i pogodną twarz, piękne i radosne oczy, głębokie i przenikliwe spojrzenie. Takie samo jest jej serce. Promieniuje niezwykłym blaskiem dobroci i otwartością na ludzi. Każde zaglądnięcie w jej oczy, było i jest dla mnie radosnym spotkaniem z Bogiem i rzeszą aniołów. Towarzyszą jej zawsze, nie tylko te gliniane, które stwarza w swoich dłoniach, ale też te żywe i prawdziwe. W jej obecności słyszy się trzepot tysięcy skrzydeł i śpiew nieba.
Niech anioł z krzyżem z ołtarza Jezusa Pięciorańskiego weźmie Kasi krzyż i pomoże go jej nieść, aby nie był zbyt ciężkim. Parę miesięcy temu z całą swoją rodziną pojawiła się w Wieruszowie, spacerowaliśmy po naszym parku-ogrodzie nad Prosną, była bardzo radosna i duchowo rozśpiewana, ciesząca się każdym kwiatem w ogrodzie ojca Kamila, każdym przejawem życia i pięknem przyrody.
Piękna jest Kasia. Proszę wszystkich o modlitwę i życzliwe, duchowe zjednoczenie się z nią w czasie, który podarował jej Pan. Dziękuję Bogu, że pozwolił mi poznać tą niezwykłą osobę, bardzo dziewczęcą, ale już kobietę – matkę, kochającą życie i niezwykle przywiązaną do niego, która przylgnęła do Boga całą swą delikatną mocą, i ufnością. To jej ‘fiat’ zadziwia i uczy. Może coś z tej trudnej ufności pozwoli i mnie spojrzeć pełniej na wydarzenia codziennego życia z nadzieją dostrzeżenia w nich Bożego sensu, ładu i mądrości. Uczmy się dostrzegać w obliczach ludzkich twarz samego Boga.
Wędrując kolędowo po wieruszowskich domach, spotkałem też wielu wspaniałych ludzi, z którymi poczułem duchową więź. Z zadziwieniem i radością patrzyłem w ich oczy, zamknąłem ich w sercu, nie dowierzając mojej, coraz słabszej pamięci, bo może za kilka dni zapomnę jak wyglądają ich piękne i szlachetne twarze. Nie ma takich zakątków na świecie, gdzie nie byłoby pięknych ludzi o czystych i rozświetlonych Bożym światłem sercach i obliczach. Przypomina mi się najkrótszy z epizodów, sprzed niemal 30 lat, kiedy wędrując po indiańskiej wiosce wysoko w peruwiańskich Andach nagle otoczyła mnie gromada dzieci patrząc na mnie prosząco, bym im coś podarował. Nic nie miałem przy sobie, ale w pewnej chwili wygrzebałem z kieszeni obrazek z twarzą Pana Jezusa Miłosiernego i podarowałem go 12-15 letniej dziewczynce. Gdy spojrzała na wizerunek Jezusa uśmiech na jej pięknej, śniadej twarzy rozjaśnił ją tak niezwykłym światłem, że nie potrafię do dziś zapomnieć tego spotkania i błyszczących oczu dziewczęcia. Tego rodzaju egzotycznych spotkań miałem więcej. Uświadomiłem sobie wówczas, jak pięknym jest człowiek, stworzony przez Boga.
W twarzach ludzkich zapisane jest wnętrze, serce człowieka i jego piękno, ale również dramaty i nieszczęścia, których, niestety, jest tak wiele. Z wielką radością patrzę na twarze, w których odbija się oblicze Boga i Jego miłość. Na początku tygodnia otrzymałem zdjęcie od P., o której wspominałem w poprzednim felietonie, a której rysy zatarły się w mojej pamięci. Nie prosiłem o ten dar, a który sprawił mi wiele autentycznej radości. Teraz, każdego ranka, kiedy patrzę na ekran komputera uczę się na nowo zapomnianej, pięknej twarzy P. i myślę jak pięknym musi być oblicze Boga, skoro ludzkie oblicza Stwórca uczynił aż tak niezwykłymi. Uczę się odczytać z otrzymanej fotografii i zapamiętać wygląd twarzy P., a może przede wszystkim próbuję rozpozna jej serce i wszystko to, czego nie zdążyłem dostrzec w niej przed dziesięciu laty. Cieszę się moimi odkryciami jak dziecko – ja, 73 letni starzec.
Wiele jest dróg do Boga. Na rozmaitych drogach spotykamy Go, On nas powołuje i poddajemy się Jego głosowi: „Pójdź za Mną!”. Taką jest również droga pustelnicza. Pustelnictwo nie jest samotnością lecz „byciem z Bogiem sam na sam”. Bóg jest wszechobecnością i wszechwypełnieniem. Bóg wypełnia sobą wszelką pustkę i dlatego pustelnictwo nie jest pustką, odczuciem nieobecności, brakiem wspólnoty. Pustelnictwo, to nie szyld zgromadzenia osób, ani też ucieczka od człowieka. Pustelnictwo to szczególna, osobowa relacja człowieka i Boga, kiedy to On staje się wypełnieniem wystarczającym. Wypełnienie się Bogiem i zanurzenie się w Nim wystarcza, by moje czy twoje człowieczeństwo rozkwitło, jak pustynia podczas epizodycznych, obfitych opadów. Można być pustelnikiem we wspólnocie jak i poza nią, ale nie poza Bogiem, tylko z Bogiem i w Bogu. Wspólnota osobowa z drugim człowiekiem może pomagać w odnalezieniu oblicza Boga i zbliżeniu się do Niego.
Człowiek, który zapomniał o Bogu, zagubił drogę do Niego - błąka się po bezdrożu pustyni, na której się znalazł i jest bezradny. W uporze i zatwardziałości swojej nie próbuje myśli i serca zwrócić ku Niemu. Pustynia jego życia wypełniona jest jedynie pustką myśli, uczuć, wspomnień. Rozpamiętuje swoją przeszłość, wydarzenia minione, karmi się złudzeniami wielkości i chwały,roztkliwia się nad sobą. Nie jest w stanie trzeźwo ocenić swej sytuacji, która nawet na największym pustkowiu nie jest sytuacją bez wyjścia. Właśnie wówczas, może tylko na sekundę, na pustyni mojego serca ukaże się miraż oblicza Boga i może to być ostatnia szansa, by przemienił go w realność wiecznego piękna i miłości.
16 stycznia, w dzień po Uroczystości św. Pawła Pierwszego Pustelnika, obchodziliśmy święto Matki Bożej Królowej Pustelników. Ona doskonale pamięta pustynie Palestyny i Egiptu, a oblicze Syna ma mocno wyryte w sercu. Pozwólcie, że ostatnimi słowami tego felietonu zwrócę się do Niej:
Bądź pozdrowiona Maryjo, moja Matko, Królowo Pustelników!
Pozdrawiam i błogosławię wszystkich znad zamarzniętej Prosny
|
Menu
Wiadomości
Statystyki








![]() | Dziś | 3647 |
![]() | Wczoraj | 2531 |
![]() | Ten tydzień | 9627 |
![]() | Poprzedni tydzień | 24686 |
![]() | Ten miesiąc | 94743 |
![]() | Poprzedni miesiąc | 177812 |
![]() | Ogólnie | 39283791 |






W trzeciej dekadzie stycznia całą Polskę ogarnęła fala mrozów i opady śniegu. W Wieruszowie Prosna zamarzła, przyklasztorny park okryty został białym przemarzniętym puchem. Brakuje tylko słońca, aby śnieżny pejzaż rozświetlił się i przyniósł poprawę nastroju.
W drugą niedzielę stycznia zakończyliśmy10 dniowe uroczystości, poświęcone św. Pawłowi Pierwszemu Pustelnikowi, patriarsze zakonu, który na przełomie III i IV wieku ponad 90 lat przeżył na pustyni egipskiej. Mszę św. w naszym sanktuarium celebrował nowy ordynariusz kaliski ks. biskup Edward Janiak. Przybyli też kapłani z wieruszowskiego dekanatu. Dziesięć dni nowenny i zewnętrznej uroczystości poświęciłem refleksji nad pustelnictwem i samotnością, bo podczas odwiedzin kolędowych uświadomiłem sobie, że wiele odwiedzanych osób żyje pogrążonych w samotności, a nawet w smutku. Ale wiele też osób naznaczonych jest duchowym stygmatem pustelnictwa, żyją w bliskości z Bogiem i nie widać w ich oczach i obliczach ani samotności, ani smutku. We współczesnej epoce nie ma już pustelników jak św. Paweł, czy św. Antoni Opat, żyjących na pustyni, czy może w ostępach leśnych jak średniowieczni pustelnicy, ale są wśród nas. Nie nazywają się pustelnikami, ani za takich się nie uważają, a jednak noszą w sobie charyzmat duchowego pustelnictwa.








