Razem ku trzeźwości PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
wtorek, 05 listopada 2013 17:50

W naszym myśleniu o problemie alkoholowym występującym w rodzinie istnieje fałszywe przekonanie, że alkohol dotyczy tylko i wyłącznie osoby, która go nadużywa. Często spotykam się z takimi opiniami: "to on ma problem nie ja", "to jego trzeba leczyć nie mnie". A przecież lata picia jednego z członków rodziny pozostawiają ślady w zachowaniu, sposobie myślenia najbliższych. Takie podejście do sprawy powoduje, że nawet po zaprzestaniu picia rodzina nadal funkcjonuje w pijany sposób. Pojawia się zniechęcenie, czasami także chęć ucieczki od rodziny w związki nieformalne. Powodem takiego stanu jest brak myślenia o rodzinie, jako wspólnocie, w której wszystkie relacje i doświadczenia jednej strony dotykają także stronę drugą. Mówiąc, więc o trzeźwości w rodzinie, trzeba widzieć ją w szerszym aspekcie, a nie tylko przez pryzmat jednego człowieka.

 

 

 

 

Wiemy, że w małżeństwach trzeźwiejących alkoholików problemem jest także komunikowanie się między sobą. Dochodzi do częstych kłótni i awantur przy różnych okazjach, w których małżonkowie, po opadnięciu emocji, nie potrafią sprecyzować, o co tak naprawdę się pokłócili. Przyczyną jest brak jasnych wypowiedzi i nieumiejętność mówienia o swoich stanach emocjonalnych.

 

 

Innym problemem, który można w tych małżeństwach zauważyć, to wygórowane oczekiwania każdej ze stron. Żona uważa, że kiedy mąż przestał pić, to powinien większą uwagę zwrócić na dom, rodzinę i na nią samą. Tymczasem mąż gdzieś ucieka, chodzi na różne terapie, spotyka się w grupach AA, wyjeżdża na jakieś spotkania. Jednym słowem - nie ma go w domu. Trzeba, więc sobie wówczas uświadomić, że tak naprawdę trudno lub wręcz niemożliwe jest trzeźwienie samemu. Ten człowiek musi odnaleźć się we wspólnocie, która go wesprze i podtrzyma na tej trudnej drodze. Mąż natomiast często swoje trudności traktuje, jako bożka, któremu podporządkowuje wszystko, nawet życie rodzinne. Liczy się tylko to, co służy trzeźwości, zapominając o tym, że jest mężem i ojcem, że do jego obecności w domu mają prawo żona i dzieci. Kosztem, więc rodziny kradnie czas na pracę nad sobą. W przypadku osób uzależnionych można często spotkać postawę roszczeniową. Wszyscy powinni ten jego wysiłek zauważyć i docenić. Niestety w najbliższym środowisku nikt tego nie zauważa, gdyż po kilku latach ten stan traktuje, jako coś normalnego. Okazuje się, więc, że sama trzeźwość to za mało. Każde z małżonków od życia chciałoby czegoś więcej. W swoich wypowiedziach trzeźwiejący alkoholik jest również często nierozumiany przez drugą stronę, gdyż posługuję się językiem wyuczonym w trakcie leczenia. To, co było zrozumiałe w środowisku zamkniętym, w grupie terapeutycznej, w środowisku rodzinnym jest czymś dziwnym i mało znanym.

 

 

 

Trudnym obrazem do przezwyciężenia w rodzinach trzeźwiejących alkoholików jest problem wybaczenia. Wiele razy byłem świadkiem, jak osoba uzależniona przepraszała swoich najbliższych za wyrządzone krzywdy. Działo się to przy różnych okazjach, często na forum publicznym. Widziałem wówczas łzy w oczach żony i dzieci, ale także i tych, którzy byli tam zebrani. Wydawać by się mogło, że nie ma nic prostszego niż wypowiedzenie słowa przepraszam. Ale osoba przeproszona i przepraszająca musi do tego dojrzeć. Ileż to razy alkoholik po awanturze przepraszał, a potem znów zapił i znów przepraszał. Nie jest łatwo zaufać po raz kolejny z rzędu. Zadry z przeszłości tkwią głęboko i mocno. Można zadać pytanie, czy taki akt coś zmienia w życiu. Na pewno przynosi ulgę zarówno jednej, jak i drugiej stronie. Można usłyszeć wówczas, że ktoś poczuł się lżej. Jest też próbą jasnego i zdecydowanego zerwania z przeszłością, zakończenia tamtego życia. To także dowód na to, że oto ten człowiek dorósł do podjęcia jednej z najważniejszych decyzji w swoim życiu - do przyznania się do tego, co było złe. Przyznanie się do win, nawet u człowieka zdrowego, jest czymś trudnym, a cóż powiedzieć w przypadku osoby chorej? W tym momencie osoba współuzależniona musi sobie uświadomić, że nie ma powrotu do przeszłości i wyciągania bolesnych spraw. Czasami jednym nierozważnym zdaniem można zaprzepaścić wszystko. Przypomnienie starych zadawnionych spraw to jedna z oznak, że tak naprawdę trzeźwiejąca rodzina jest dopiero u początku drogi.

 

 

 

Spoglądając na rodziny z problemem alkoholowym, można byłoby zapewne wyszukać jeszcze wiele innych problemów, które zasługiwałyby na omówienie. Niech tych kilka refleksji będzie zachętą do uważniejszego przyjrzenia się naszej wspólnej trzeźwości.

 

 

 

Autor: Br. Marek Skowroński OFMCap

 

 

 

źródło:

 

 

 

Poprawiony: wtorek, 05 listopada 2013 18:14