Świętość jest marką dla orłów PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
niedziela, 25 sierpnia 2013 12:39

Potrzebni są nam święci? Wielkie ich rzesze. Tylu ich już jest wpisanych w litanijne wezwania. Wciąż jednak za mało.

 

To oni czasem niepozorni, w łachmanach, ale z uśmiechem na twarzy i Bożą iskrą w sercu są między nami, by dawać nam lekcję świętości. Więc mówią o niej swoim przeżytym życiem. Chcemy przez ich obecność dotknąć skrawka nieba. Popatrzeć przez Nich jak przez piękny witraż na nasze życie, aby nabrało barw i nadziei.

 

Ta bliskość świętych ma stać się dla nas mocą, ma stać nadzieją, że skoro Oni potrafili i my podołamy.

 

Ich również dotykały ludzkie słabości, więc walczyli z pychą,  grzechem i niewiernością Bogu. Ich również kusił świat proponując wielkość, sławę i zaszczyty. Zwyciężyli, bo zaufali do końca, bo potrafili bić się w piersi i powstawać, kiedy chwiała się wiara i przychodziły zwątpienia.

 

Świętość jest jak przyprawa, która potrafi z płaskiej zupy,   wydobyć przecudny koloryt i głębie smaku. Świętość jest jak często reklamowane ziarnka smaku, która nadaje życiu jaskrawość i wyrazistość. Pełnię.

 

Dla kogo ona jest?

 

 

Tak często niezrozumiana, jakby nie dzisiejsza?

 

Czyżby dla wszystkich, czy tylko dla koneserów? Dostępna dla wszystkich, którzy zechcieli zostać koneserami.

 

Zostać tymi, których nie zadowala pospolitość, szarość, czy bylejakość. Którzy nie chcą być anonimowi w szarym tłumie, ale cenią sobie wykwintność, cenią oryginalność i cenią markę. Bo chrześcijaństwo ma swoja markę i świętość również.

 

Nie chcą budować swego życia na bylejakości. Świętość jest marką dla orłów, wolnych ptaków szybujących wysoko.

 

 

Świętość jest dla tych, którzy docenili smak prawdziwej wolności i nieskrępowania żadnymi nałogami. Są letcy, bo bez balastów złudzeń, krępujących wielu naiwnymi marzeniami. Więc potrafią szybować wysoko nad ziemią, by widzieć lepiej, widzieć   szerzej, aby podziwiać horyzonty nieba.

 

 

Ale Świętość również czasem ma gorzki smak, ma obolałe nogi, ma zdarte kolana i ma spracowane dłonie. Czasem wykrzywiona w grymasie bólu i czasem przykuta do łóżka na długie lata.

 

 

Jeśli jednak jest prawdziwa to zawsze pachnie wiosną i rosą poranka, zawsze ma nadzieję na zmartwychwstanie. Dlatego też zawsze ma serce na dłoni, dobre słowo na ustach i uśmiech od ucha do ucha.

 

 

Taka właśnie jest świętość, która z dnia nadzień dorasta w blasku Chrystusowego Krzyża i uczy się prawdziwej ofiary z życia. Dorasta w świetle Miłości, która dała sobie przebić Serce i złożyła je na ołtarzu ofiarnym.

 

Jest wiele dróg do świętości, dróg do zjednoczenia z Bogiem.

 

Jedną z dróg ukazała nam św. s. Faustyna, która każdy czyn spełniała w obliczu śmierci.

 

 

Każdy czyn spełniam w obliczu śmierci. 

Tak go wykonuję teraz, jak go pragnę widzieć w ostatniej godzinie. 

Choć życie, jak wicher prędko przeleci 

Lecz żaden czyn w Bogu podjęty, nie zginie. 

Czuję zupełny rozkład swego organizmu, 

Choć jeszcze żyję i pracuję, 

Śmierć nie sprawi mi żadnego tragizmu, 

Bo ją od dawna czuję. 

Choć dla natury to bardzo przykro, 

Czuć ustawicznie własnego trupa, 

Lecz nie jest tak strasznie, gdy duszę światło Boże przenikło, 

Bo się w niej rozbudza wiara, nadzieja, miłość i skrucha. 

W dniu każdym robię wielkie wysilenia, 

By brać udział w życiu wspólnym, 

A przez to wypraszać łaski dla dusz zbawienia, 

Zasłaniając ich swą ofiarą przed ogniem piekielnym. 

Bo choćby dla jednej duszy zbawienia, 

Warto się poświęcać przez życie całe, 

I ponieść największe ofiary i udręczenia, 

Widząc, jak wielką Bóg ma z tego chwałę.(Dz. 1436)

 

 

To sam Zbawiciel pouczył ją, jak ma walczyć o własną świętość i zbawienie innych ludzi. Dał jej specjalne narzędzia, którymi miała odtworzyć w duszach innych ludzi utracony blask podobieństwa do Syna Bożego.

 

Tym charakterystycznym rysem drogi świętości św. Faustyny jest uwielbienie Bożego Miłosierdzia.

 

Tą drogą wytyczoną przez Boga za pośrednictwem św. Faustyny poszedł również Jan Paweł II, odczytując orędzie Bożego Miłosierdzia, jako program Kościoła w trzecim tysiącleciu.

 

Drogą świętości św. Faustyny powinien pójść i współczesny Kościół – stając się świadkiem miłosierdzia, by objawić miłość Boga do człowieka.

 

Droga, w której odwołujemy się do Miłosierdzia Boga jest najkrótszą drogą do świętości.

 

Można powiedzieć, że współcześnie dużo jest grzeszników, którzy potrzebują tej najszybszej drogi świętości, osiąganej przez zaufanie Miłosierdziu Boga i pokorne wyznanie swoich grzechów.

 

Lecz czy miłość Boża zdąży przechwycić wszystkich współczesnych łotrów i przemienić ich w świętych?

 

To zależy już ode mnie – czy się nawrócę i poddam w ufności miłosierdziu  Bożemu.

 

To On Miłosierny Pan daje nam wodę życia z nowych studni z niewyczerpanym życiodajnym przebaczeniem na pustyni życia bez miłości.

 

Bóg widzi kondycję duchową współczesnej ludzkości. Widzi jak rozlewa się grzech i jak rodzą się synowie pychy. Wydaje się, że zaczyna się tryumf bezbożności i zwyczajów pogańskich. Lecz Bóg za pośrednictwem świętych ustawicznie przypomina, że łaska Bożego Miłosierdzia jest silniejsza niż grzechy całego świata.

 

Trzeba nam, zatem teraz, w tym czasie łaski, prorokować o dobroci Boga i o skutkach grzechów ludzkich. Bóg przez usta swych wiernych czcicieli chce na nowo przyciągnąć do swego serca niewierną oblubienicę, grzeszną ludzkość.

 

 

autor: ks. Zdzisław Płuska SCJ

 

 

 

źródło: