Dziwny gatunek... PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
czwartek, 29 sierpnia 2013 01:29

My księża jesteśmy dziwnym gatunkiem. Dużo wiemy. Teologię w seminarium wciągamy namiętnie przez sześć lat. Osadza się ona w naszym intelekcie, niczym kurz na książkach, które zalegają nasze regały i biblioteczki. Historia Kościoła, Pismo Święte, eklezjologia, pneumatologia, patrystyka, teologia dogmatyczna i fundamentalna. Najczęściej wszystkie te teologiczne dyscypliny mamy w jednym paluszku. I co z tego?...

 

Odmawiamy brewiarz (choć niektórym kapłanom z upływem czasu staje się on obcy), sprawujemy Eucharystię, spowiadamy, uprawiamy żyzną glebę sakramentów. Wszystko jest cacy do momentu, kiedy staje przed nami żywy człowiek, z krwi i kości, pogubiony jak licho, innym razem równie świetnie orientujący się w teologii, co my. Bo wiedza wiedzą, a charyzmat trzeba w sobie pielęgnować rzetelnie i na kolanach, lecąc rzecz jasna na patencie łaski. A to już nie jest takie proste…

 

Nasze teologiczne mądrości i owszem, są przydatne. Ale człowieczeństwo to sprawa o wiele bardziej skomplikowana, niż wykucie (nawet ze zrozumieniem) materiału i zdanie egzaminu np. z teologii pastoralnej. Dźwigamy w sobie przeszłość, dzieciństwo i młodość, naszych rodziców, klimat domu, nie zawsze sielankowy i przesiąknięty ewangelicznymi klimatami. Do tego dochodzi jeszcze nasza męska natura, czasami egoistyczna i narcystyczna, sprawiająca wielokroć, że w pobliżu kościoła, czy w biurze parafialnym, pokiereszowani życiem ludzie spotykają „małego chłopca” w sutannie, nadętego mędrca i właściciela wielu zabawek, bez których żyć nie może.

 

Wielkie słowa… „Zbawienie”, „łaska”, „zmartwychwstanie”, „odkupienie”. Siedzą niektórzy w ławkach na niedzielnej Eucharystii, patrzą się, słuchają, ale żywego Boga jak nie spotkali, tak i nie mają zamiaru spotkać, bo kapłan Chrystusa fanzoli „piąte przez dziesiąte”, sam nie wiedząc o czym mówi. To znaczy wiedzieć o czym gada, może i wie, ale nijak się ma to do tego, czym wielu z jego słuchaczy żyje i co na dzień dzisiejszy czuje.

 

Piszę ten tekst także o sobie, do siebie. Biję się w piersi... I martwię się coraz bardziej. Ile to jeszcze potrwa, zanim z nadętej momentami teologii, a raczej wiedzy teologicznej – wyłuskam to, co owce nakarmi do syta, da poczucie bezpieczeństwa, pasterskiej miłości i doświadczenie Chrystusa. Przecież sam Jezus, bez żadnych tytułów naukowych, dyplomów, potrafił tłumaczyć Królestwo Niebieskie, przy pomocy obrazów z życia –pługów, roli, drachm, zwierza hodowlanego etc. Kiedy zaczniemy mówić po ludzku i z serca, czyniąc znaki konkretne, mocą łaski, mocą Tego, który „jakby gołębica” krąży nad kościołami, plebaniami i klasztorami, szturmując kapłańskie serca i podejmując kolejne próby przebicia się przez skorupę poprawności, sztucznej formy, idealizmu i odrealnionych całkowicie pogadanek przy ambonie. Nie wspominając już o wielu sytuacjach (czyt. spotkaniach ze swoim pasterzem), po których jedno marzenie rodziło się nagle w głowie parafian, by już więcej tego tępego i zakochanego w sobie klechy, na drodze swojej nie spotkać…

 

Księża to dziwny gatunek. Ale nawet ten gatunek jest przez Chrystusa porządnie miłowany. „Świętość wzrasta na rumowisku własnego egoizmu” – mawiał współzałożyciel naszego zgromadzenia i pierwszy chrystusowiec – o. Ignacy Posadzy. Obracaj zatem w rumowisko, Panie, ten nasz kapłański, męski i ludzki egoizm. Aż z „dziwnych” staniemy się świętymi. Na wyciągnięcie ręki…

 

 

AUTOR: Ks. Rafał J. Sorkowicz SChr

 

 

ŹRÓDŁO: http://www.sorkovitz.blogspot.com