|
Przyznam się szczerze - mocno budująca jest postawa wielu polskich sportowców, którzy często pokazują, że nie wstydzą się swojej wiary (wolni od "poprawnych politycznie" awersji do religii i modnych dzisiaj ateistycznych prowokacji). Na fali olimpijskich sukcesów warto przypomnieć, że nasi kochani polscy skoczkowie - Kamil Stoch czy Dawid Kubacki, prawie zawsze przed swoim skokiem czynią znak krzyża... co bardzo kontrastuje na przykład z satanistycznymi gestami (wystawione do kamery po skoku palce: wskazujący i mały), którymi raczą nas niektórzy skoczkowie z innych krajów (np. Austriak Martin Koch czyniący to często po swoim skoku).
Ks. Edward Pleń SDB (krajowy duszpasterz sportowców) opowiada, że pierwszy raz spotkał Kamila Stocha podczas zimowej olimpiady w Turynie, w 2006 roku. „Kamil mówi o wierze i Panu Bogu z wielkim szacunkiem i jest w tym autentyczny, a jednocześnie prostolinijny, delikatny. U Kamila wiara jest życiem - to, co mówi, jest w jego wnętrzu, w jego słowach, myślach, czynach” – podkreśla ks. Pleń. Duchowny wspomina, jak zadzwonił raz do Kamila i chciał z nim chwilę porozmawiać, ten jednak grzecznie i delikatnie powiedział: „Przyjacielu, czy mogę cię przeprosić, bo ja teraz idę do kościoła na Różaniec i Mszę św.”... Cały Kamil. Ks. Pleń wspomina także ze wzruszeniem o pięknym smsie, jakiego otrzymał od Kamila Stocha przed olimpiadą w Pekinie. Nasz złoty olimpijczyk napisał wtedy do ks. Edwarda: „Przyjacielu! Będziemy się modlić za ciebie, żebyś miał siły modlić się za nas”...
Ks. Pleń podkreśla, że polscy sportowcy nie wstydzą się swojej wiary. Gdy jest w olimpijskiej wiosce w Soczi, sportowcy chętnie biorą od niego mszaliki „Oremus” i „Dzień Pański na Niedzielę”. Zawsze zgłaszają się też chętni do służenia i czytania Liturgii Słowa w czasie Mszy Świętej. "Włączanie się w liturgię na pewno jest dla nich dużym przeżyciem i stresem, dlatego mówię im, że to jest próba przed startami” – opowiada z humorem krajowy duszpasterz sportowców.
Nasz najlepszy skoczek, podwójnie w Soczi ozłocony, nie ma problemów ze spontanicznym świadectwem swojej wiary i mówieniem (nawet publicznie) o Bogu, któremu tak wiele zawdzięcza. Swoją prostą i urzekająco autentyczną wiarę wyniósł z domu, od rodziców i dziadków. Choć starty w Pucharze Świata mu tego nie ułatwiają, w każdą niedzielę stara się uczestniczyć we Mszy św. Jeśli nie jest to możliwe, wtedy pozostaje modlitwa.
Sam Kamil mówi: "Kiedy coś mi się nie udaje, wtedy oddaję się pod opiekuńcze skrzydła Pana Boga. Wiem wtedy, że jest przy mnie, czuję to. Modlę się o to, by żadnemu z zawodników nic się nie stało. Bym umiał cieszyć się ze zwycięstwa i godnie przyjął porażkę. Dziękuję za wszystko Panu Bogu, bo Jemu wszystko zawdzięczam”. Innym razem z delikatnym uśmiechem na twarzy powiedział: „Dziś wiem, że nie osiągnąłbym tego co mi się udało, gdyby nie ciężka praca i pomoc Pana Boga. W trudnych momentach wiem, że Bóg doświadcza mnie w ten sposób, bym się czegoś nauczył. Pokazuje mi drogę. Zawsze będę powtarzał, że dziękuję Bogu za trudne chwile, dzięki którym później mogę być lepszym”...
Budujące to i niezwykle potrzebne, szczególnie w naszych czasach, gdy się Boga i wiarę próbuje przekreślić i wypędzić na przysłowiowy "zbity pysk" z przestrzeni publicznej. Sam Kamil w sobotni wieczór, gdy wskoczył na podium - znów w tej swojej prostej i autentycznej pobożności, spojrzał się ku Niebu i przez parę sekund zastygł w swoim cichym osobistym uwielbieniu i dziękczynieniu. O czym wtedy myślał? Co szeptało jego serce Panu Bogu? Nieważne. To tajemnica Kamila i samego Boga, który naszemu olimpijczykowi (i polskim olimpijczykom) wyraźnie błogosławi... i kibicuje. Jedno jest pewne: Kamil wie, kto go ozłocił...
+ Chwała Panu....
AUTOR: Ks. Rafał J. Sorkowicz SChr
ŹRÓDŁO: http://www.sorkovitz.blogspot.com |