| Słabi w Kościele |
|
|
|
| Wpisany przez TOMASZ32-VAD |
| piątek, 20 czerwca 2014 23:36 |
|
W związku z tym, że trwa oktawa Bożego Ciała pragnę przypomnieć ten ciekawy tekst na temat kapłaństwa. Mam nadzieję, że pomoże on w zrozumieniu jak ważna jest to posługa, misja i jak bardzo w taki sposób możemy służyć Chrystusowi. Jak doskonale wiemy - nie każdy czuje to powołanie do tej posługi i wielu seminarzystów rezygnuje z tak ważnej funkcji w Kościele. Jest też wielu takich, którzy podejmują się pójścia tą drogą, często bardzo trudną i niebezpieczną aby służyć Chrystusowi, Kościołowi i wszystkim wiernym. Niech ten tekst będzie pomocą w podjęciu tak ważnej życiowej decyzji. Może czytając poniższy tekst znajdą się osoby, którym będzie dane przyjąć tak ważny sakrament, tak ważna funkcję, może nawet ktoś z seminarzystów idąc tą droga dojdzie do tak poważnych funkcji jaką pełnią biskupi. Najważniejsze jednak jest to, aby wsłuchać się w to co mówi do nas sam Chrystus, aby odczytać Jego oczekiwania względem nas, jaką misję dla nas przygotował a to jaką funkcje będziemy pełnili w Kościele jest już mniej istotne. Pełniąc wolę Chrystusa każda funkcja jest ważna, nawet ta najniższa, ważne jest to, że czynimy to na chwałę Chrystusa, z miłości do Niego.
REDAKCJA VIA AD DEUM
Refleksje nt. formacji do kapłaństwa
Niedawno na konferencji poświęconej posłudze hospicyjnej i paliatywnej (6-8.05.2010, UMK - Toruń), przedstawione zostały wyniki ankiety przeprowadzonej wśród polskich seminarzystów. Na pytanie: czy po święceniach chciałbyś być kapelanem szpitala lub hospicjum?, tylko 5% odpowiedziało jednoznacznie - tak!
Połowa ankietowanych stwierdziła, że w posłuszeństwie przyjmie to, jako konieczność, zaś 15 % powiedziało, że zrobi wszystko, by nie zostać kapelanem. Co czwarty seminarzysta nie miał swojego zdania.
Wyłania się smutna prawda o Kościele jutra! Przecież seminarzysta to potencjalny ksiądz; wikariusz, proboszcz, może nawet biskup. To późniejszy kaznodzieja, katecheta, spowiednik, misjonarz, profesor katolickiej uczelni, wychowawca następnych pokoleń seminarzystów itp. Każdy wynik tej ankiety jest niepokojący. Jeśli dodamy do tego jeszcze spadek liczby powołań, to odkryjemy perspektywę, która zupełnie nie napawa optymizmem.
Oczywiście można tłumaczyć na różne sposoby, że seminarzysta „dojrzeje”, zmieni poglądy, „odkryje powołanie w powołaniu”, „nawróci się” lub zostanie pociągnięty świadectwem jakiegoś kapelana czy wolontariusza. Ale za każdym razem jest to wariant optymistyczny, myślenie życzeniowe by nie powiedzieć – pospolite chciejstwo! Życie jest o wiele bardziej złożone i raczej nie zachęca do trudnych scenariuszy. Wprost przeciwnie! Liberalne społeczeństwo dokonuje wyborów, które składają się na zbiorową ucieczkę od cierpienia w każdej postaci. Wokół pełno ucieczek: od dziewictwa, od kolejnej ciąży, od starzenia się, od łaski powołania, od samotności, od wstydu, od wierności, od posłuszeństwa, od prawdy, od poświęcenia, od innych itp. Mówiąc wprost: cierpienia ma nie być! Trzeba zrobić wszystko, by go nie było, także w życiu księdza. To też człowiek, z tej samej gliny, w dodatku marnie wypalonej. Żyje w tym społeczeństwie, więc albo świadomie usiłuje je zmieniać, formować ewangelicznie albo nieświadomie przyjmuje jego sposób myślenia, stając się zakładnikiem.
Pytani seminarzyści najwyraźniej mają problem z obecnością cierpienia w ich życiu. Kto będzie wypełniał świat ich kapłaństwa? Jacy ludzie staną się najważniejszymi adresatami ich posługi: silni czy słabi? Po czyjej stronie staną? Jeśli człowiek komuś się kłania, to zawsze na kogoś wypina!
Ewangelie pokazują, że dla Jezusa spotkania z chorymi nie były mało znaczącymi epizodami. Nie był to margines Jego misji! Wprost przeciwnie, można odnieść wrażenie, że Jezus najczęściej i najchętniej spotykał się z cierpiącymi, których słabości były oczywiste, niemożliwe do ukrycia i dlatego powszechnie znane. Jeśli chromy, leżał przy tej samej sadzawce świątynnej przez ponad trzydzieści lat, a jakaś kobieta cierpiała krwotok przez dwanaście lat a wydając cały majątek na lekarzy miała się coraz gorzej, to trudno uznać ich za ludzi anonimowych a ich cierpienie za nikomu nie znaną tajemnicę. Tak samo Samarytanka w Sychem, Bartymeusz w Jerychu, opętany w Gerazie, setnik w Kafarnaum i wszyscy ci, którzy wyszli naprzeciw lub zostali przywołani przed Jezusa.
Może warto tych samych seminarzystów (i nie tylko!) zapytać czy naprawdę chcą iść za Jezusem, jeśli ich przytłaczająca większość nie chce spotykać chorych lub spotka się z nimi z konieczności, by nie powiedzieć z przymusu?! Piszę to jako kapelan, który zaczął się uczyć trudnej sztuki dialogu i partnerstwa z chorymi. Przedziwną pomocą i błogosławieństwem stają się moje choroby i słabości, których jestem coraz bardziej świadomy. Choroby są lekarstwem! Przynajmniej dla mnie.
AUTOR: Ks. Ryszard Winiarski
ŹRÓDŁO: |
Menu
Wiadomości
Statystyki








![]() | Dziś | 7321 |
![]() | Wczoraj | 5285 |
![]() | Ten tydzień | 37219 |
![]() | Poprzedni tydzień | 24859 |
![]() | Ten miesiąc | 59517 |
![]() | Poprzedni miesiąc | 177812 |
![]() | Ogólnie | 39248565 |
















