Fatima - misja dla współczesnego świata PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
poniedziałek, 13 maja 2013 17:36

13 maja  1917 roku, w niewielkiej miejscowości portugalskiej Fatima trójka dzieci doświadcza ogromnej łaski - łaski, która na długie lata zostaje wpisana w historię Kościoła a także w serca wielu wiernych. Oto trójka małych dzieci: Hiacynta, Franciszek i Łucja doświadczają spotkania z Maryją. W ich świadomości względem tych wydarzeń tworzy się ogromne poczucie odpowiedzialności za to co zostało im przekazane.
Od tej chwili dzieci wiedzą, że otrzymały wielką Tajemnicę, o której nie będą mogły mówić a przynajmniej nie tak od razu, wiedzą też, że z tymi spotkaniami będzie wiązać się cierpienie i wiele wyrzeczeń - w związku z sytuacją jaka wtedy panowała w Portugalii, konfliktami są narażone na duże niebezpieczeństwo. Jednak to co może boleć dzieci najbardziej to fakt, że nie wiele osób chce im wierzyć w to co zobaczyły, czego doświadczyły. Natomiast na  uwagę zasługuje ich wiara, wielkie oddanie się powierzonemu zadaniu - mają ogromną misje do spełnienia, misję, która ma przynieść wiele łask dla świata, dla wszystkich, którzy będą stosowali się do słów Maryi. Więcej o objawieniach i powierzonych im tajemnicach w dalszej części tego artykułu.

 

Przypominam te  wybrane materiały w 96 rocznicę Objawień Fatimskich a także w dzień w którym obchodzimy święto Matki Bożej Fatimskiej. Warto wczytać się w te wszystkie teksty, warto przypomnieć sobie te wszystkie wydarzenia i zastanowić się nad przekazanymi przez Maryję tajemnicami, misją jaką powierzyła trójce dzieci, ale czy tylko im?

 

Ta misja to misja dla całego Kościoła, dla wszystkich wierzących, tym bardziej, gdy obraz tajemnic fatimskich realizuje się także w obecnych czasach: gdy jest na świecie tyle zła, przemocy, gdy tyle dusz może trafić na potępienie, gdzie osobowe zło, które zwie się SZATAN szaleje i chce zniszczyć wszystko co wiąże się z Bogiem, Maryją, Jezusem, gdzie ludzie zaślepieni wszelkimi dobrami, władzą, przyjemnościami, odrzucając wartości, które mają nas zbliżać do Boga,  idą za tym złem nie licząc się z konsekwencjami własnego postępowania dopuszczając się ogromnych zbrodni, ciężkich grzechów nieczystości i innych czynów, które zamykają przed człowiekiem bramy nieba.

 

Te wydarzenia mają nam przypominać, że ten cały obraz piekła i pokój na świecie może być także zależny od nas - od naszej zmiany postępowania, od naszej modlitwy w konkretnych intencjach. Przypominają nam także o naszym powołaniu, o naszym wybraniu - może bez konkretnych znaków, objawień, ale z misji do jakiej powołuje każdego chrześcijanina sam Bóg : każdy nas ma na miarę własnych możliwości, w oparciu o wiarę i modlitwę głosić miłość Boga, poświęcenie Jego Syna Jezusa Chrystusa dla wszystkich ludzi, aby każdy mógł otrzymać życie wieczne. On to został posłany aby wybawić świat od śmierci, od grzechu.

 

Ta trójka dzieci może i nawet powinna stać się dla każdego z nas wzorem do naśladowania - to oddanie się modlitwie, przyjmowanie powierzonego zadania ze świadomością, że od naszego poświęcenia zależą losy świata, losy wielu dusz zmierzających ku potępieniu i nic się nie zmieni, jeśli nie będzie tego zjednoczenia, wspólnej modlitwy, wspólnego dbania o losy świata, aby nie było wojen, konfliktów, aby każdy mógł żyć godnie z prawem do życia i wyznawania swojej wiary. Dzieci pokazują nam często właściwy stosunek do wiary,

 

Zapraszam więc do zapoznania się lub też przypomnienia o tak ważnych dla naszej wiary wydarzeniach z okresu Objawień w Fatimie. Materiały pochodzą ze strony Sekretariatu Fatimskiego. Można tam znaleźć wiele bardzo ważnych i ciekawych informacji na temat objawień jak i dokumentów Kościoła związanych z wydarzeniami w Fatimie,modlitwy do błogosławionych wizjonerów,świadectwa. Wszystkie te informacje są nadal aktualne. Piszę "nadal" ponieważ świat nadal potrzebuje modlitwy, potrzebuje świadectw ludzi wiary.

 

WSTĘP: Redakcja  "Via Ad Deum"

 

****************************

 

Fatimscy wizjonerzy

 

Myślę, że najlepszą drogą do zrozumienia, jak powinna wyglądać nasza prawdziwa, najdoskonalsza odpowiedz na wezwanie Fatimy, jest bliższe przyjrzenie się życiu trójki fatimskich wizjonerów. Duchowa przemiana, jaka nastąpiła w ich życiu, jest najlepszym dowodem zarówno na otrzymane przez nich łaski, jak i na wierność oraz oddanie, z jakim dzieci odpowiedziały na wezwanie Nieba. Każde z nich: Hiacynta, Franciszek i Łucja - wypełniało specjalnie wyznaczone im przez Boga zadanie. Każde z nich miało swój udział w wypełnianiu Orędzia lecz czyniły to w nieco odmienny sposób,  bo naznaczone zostały innym aspektem objawień, który  wywarł na nich największe wrażenie. Nawet sposób, w jaki dzieci uczestniczyły w objawieniach fatimskich, był różny. Franciszek widział i Anioła, i postać Pięknej Pani, jednak nigdy nie słyszał ani jednego wypowiedzianego przez Nich słowa. Obie dziewczynki - Łucja i Hiacynta - słyszały, co Pani mówiła, ale tylko Łucja z Nią rozmawiała.

 

Na przykładzie fatimskich wizjonerów możemy zaobserwować trzy typowe etapy wzrostu życia duchowego: droga oczyszczenia, droga oświecenia i droga zjednoczenia. Nikt, oprócz Boga naprawdę nie wie, na jakim etapie jest obecnie jego dusza i w życiu doczesnym nie doświadczamy wszystkich trzech stadiów systematycznie uszeregowanych lub dokładnie od siebie oddzielonych.

 

Trzeba przyznać, że troje fatimskich dzieci, otrzymało specjalne łaski, które pozwoliły im odczuć "przedsmak drogi  zjednoczenia", to znaczy tej głębokiej jedności z Bogiem, zanim nastąpił u nich wzrost w rozwoju cnót.

 

Studiując  życie wizjonerów, łatwo zauważamy punkty zwrotne w ich przemianie wewnętrznej.

 

Pierwszym etapem życia duchowego jest  oczyszczenie. Celem duszy na tej drodze jest oczyszczenie, mające ją zbliżyć do zjednoczenia z Bogiem.  Początek życia wewnętrznego następuje wtedy, kiedy dusza  skłonna do grzechu upada, ale dąży już do wykorzenienia ze swego życia  grzechu i pragnie się uwolnić od częstych grzechów powszednich,  by żyć w stanie łaski uświęcającej.

 

Droga oświecenia jest drugim etapem życia duchowego. Charakteryzuje się on naśladowaniem Chrystusa przez wprowadzanie w życie cnót chrześcijańskich. Swoją nazwę okres ten wziął od głębszego wniknięcia w Boże sprawy. Pan Jezus powiedział: " Ja jestem światłością świata, kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia".(J.8:12).

 

Na tym etapie dusza otrzymuje światło Jezusa Chrystusa i nie tylko stara się unikać grzechu, ale pragnie  żyć w Jezusie Chrystusie.

 

Droga zjednoczenia jest trzecim i ostatnim etapem życia wewnętrznego, a jego  celem jest już całkowite zjednoczenie się z Bogiem przez Jezusa Chrystusa. Wyraża ten stan św.Paweł w liście do Galatów (2:20), kiedy mówi: "Teraz zaś już nie ja żyję, a żyje we mnie Jezus Chrystus".

 

Droga zjednoczenia charakteryzuje się teocentrycznym ukierunkowaniem całego ludzkiego życia, tak aby Trójca Przenajświętsza stanowiła dla duszy centrum wszystkich myśli, uczuć, słów i działania. Nie oznacza  to jednak wcale, że konkretna osoba nie będzie mówiła o niczym innym niż o Bogu, ale  znaczy to, że Bóg będzie zawsze i nieustannie obecny w jej świadomości. Oznacza to zachowanie Bogu wierności we wszystkim, podejmowanie umartwień i składanie ofiar, co już na tym etapie życia wewnętrznego będzie dla człowieka coraz łatwiejsze.

 

Zmysły i wyobraźnia zostają już podporządkowane woli, a wola podporządkowana Bogu. Dusza  w szczerym żalu i skrusze wynagradza Bogu, czyni akty ekspiacji, a odmawiane modlitwy  i czyniona pokuta w coraz większym stopniu ogarnia bliźnich, otwiera się na potrzeby innych członków Mistycznego Ciała Chrystusa, a także tych ludzi, którzy jeszcze nie stali się Jego członkami.

 

Zatem na pierwszym etapie - oczyszczającym - człowiek dąży do zerwania z grzechem; na drugim etapie - oświecającym -  pragnie żyć cnotami Jezusa Chrystusa, a modlitwą i dobrymi uczynkami rozwija żarliwą miłość do Boga. W końcu, na trzecim etapie - zjednoczenia - wszystkie nasze myśli, słowa i uczynki skupiają się wokół Boga w Trójcy Świętej Jedynego.

 

I wtedy nasze życie autentycznie staje się prawdziwą modlitwą.

 

Ludzie wzrastają w swoich latach, zdobywają  wiedzę rozwija się ich intelekt, ale dzieje się to często kosztem zahamowania otrzymywanych łask i doskonałości duchowej. Przyjrzyjmy się bliżej temu,  co wydarzyło się w życiu trojga dzieci fatimskich, kiedy zostały one ogołocone ze swojego "ja" - by poprzez Niepokalane Serce Maryi, wypełnić się Bożą miłością.

 

Już Anioł wskazywał im w swych objawieniach  na konieczność wzrostu życia duchowego poprzez zgłębienie Orędzia, jakie przyniósł.  W swoim pierwszym objawieniu zaprosił małych wizjonerów do modlitwy w wierze, uwielbieniu, nadziei i miłości. Jednocześnie była to modlitwa błagalna o wybaczenie biednym grzesznikom, którzy nie wierzą, nie wielbią, nie ufają i nie miłują. Kiedy Anioł pojawił się po raz drugi, wznowił swoje wezwanie do modlitwy, dodał jednak prośbę, aby pastuszkowie składali ofiary Bogu. :

 

" Co robicie? Módlcie się, módlcie się wiele. Serca Jezusa i Maryi mają wobec was zamiary miłosierdzia. Ofiarujcie bezustannie Najwyższemu modlitwy i ofiary."

 

W trzecim objawieniu Anioła  dzieci zostały wprowadzone w głębsze uwielbienie i dziękczynienie Trójcy Przenajświętszej i Eucharystii  - a są to dwie centralne Tajemnice naszej Wiary. W czasie tego objawienia siła obecności Bożej była tak intensywna , że dzieci prawie całkowicie czuły się unicestwione i pochłonięte, jakby w miłości Bożej zanurzone".

 

Przed objawieniami Anioła i Matki Bożej cała fatimska trójka niczym się specjalnie nie wyróżniała. Były to normalne dzieci obarczone  wszystkimi dziecięcymi wadami, skore do zabawy i nie zawsze posłuszne,  mimo iż w domu otrzymały bardzo staranne wychowanie w wierze katolickie.  Nie jest oczywiście powód, aby przypuszczać, że żyły one w grzechu śmiertelnym, jednak prawdą jest, że zaszła w nich potem bardzo głęboka przemiana wewnętrzna.

 

Franciszek bywał często nieposłuszny wobec rodziców. Hiacynta nawet pamiętała, że któregoś dnia ukradł parę groszy swojemu ojcu, a kiedy inne dzieci z Ajustrel rzucały kamieniami w rówieśników z sąsiedniej miejscowości Boleiros, Franek również to czynił, do czego sam się przyznawał.

 

Życie Hiacynty opisuję bardzo dokładnie  w innym rozdziale tej książki, więc teraz  rozważmy tylko  jej rolę w fatimskich wydarzeniach. W duchowej przemianie Hiacynty można zaobserwować przede wszystkim  całkowite jej oddanie  się i współczucie dla  biednym grzeszników. Dziewczynka wszystkie czynione ofiary składała w intencji ich nawrócenia. Malutka - jak ją nazywano - miała bardzo mocno rozbudzony instynkt posiadania i przed objawieniami nie była najlepszym partnerem w różnych grach i zabawach. Często się dąsała. Wcześniej dziewczynkę bardziej pociągał taniec, który kochała, niż sprawy duchowe. Ale w momencie, kiedy za sprawą objawień zaczęła się w niej dokonywać przemiana,  stała się ona tą osobą, która nawoływała rodzinę do odmawiania Różańca i matce zwracała uwagę, aby nie kłamała. Nastąpiło u Hiacynty przejście od niedoskonałości ku modlitwie - drogą wskazaną przez Matkę Boża, drogą światła poprzez Maryję danego od samego Boga.

 

Bardzo podobnie  postępowała też św. Teresa z Lisieux, która przeszła  od wielkich ambicji do pokornego dania odpowiedzi Bogu na otrzymane łaski i weszła na drogę duchowego zjednoczenia  z Chrystusem.

 

Kłopoty, jakie Łucja miała w domu, stały się silnym bodźcem do jej wzrostu duchowego. Wątpliwości matki o ukazywaniu się Pięknej Pani były  ogromnym cierpieniem dla dziewczynki. Matka Łucji używała miotły i różnych innych sposobów, aby córka przyznała się do kłamstwa. Wysłała ją pewnego razu do proboszcza, do spowiedzi. Matka poszła z córką na plebanie i po drodze wygłosiła Łucji kazanie, a ona  trzęsąc się ze strachu powiedziała: "Mamo,  jak mogę  mówić, że Jej nie widziałam, skoro Ją widziałam?" Nie chciała skłamać, nie chciała popełnić grzechu zwłaszcza wobec księdza. Kiedy przybyły do domu proboszcza, matka Łucji odezwała się: "Słuchaj teraz dobrze. Ja tylko chcę, abyś powiedziała prawdę. Jeżeli widziałaś, to powiedz, żeś widziała. Ale jeżeli nie widziałaś, to przyznaj się, że kłamiesz".

 

Dzieci uwięzione w domu burmistrza i straszono je  smażeniem w oleju.

 

Rodzina Santos miała jeszcze jedno zmartwienie, którego powodem - jak mówiono - stała się Łucja. Cova da Iria, miejsce objawień Pięknej Pani, leżała na terenie posiadłości rodziców dziewczynki. Było tam trochę urodzajnej ziemi, na której uprawiano kukurydzę, groch i różne inne warzywa. Na zboczach kotliny rosły oliwki i dęby. Odkąd jednak wieść o objawieniach  obiegła cały kraj, i coraz liczniej zaczęli przybywać tu ludzie, niczego już na tej ziemi nie można było uprawiać. Wszystko uległo zniszczeniu, wszystko zdeptano. Niektórzy pielgrzymi przyjeżdżali konno, więc zwierzęta zjadały i tratowały wszystko do końca. Cova była zniszczona. Matka Łucji mówiła do córki: " Gdy teraz będziesz chciała jeść, pójdziesz poprosić o to  tę Piękna Panią" . A siostry małej wizjonerki dodawały:" Teraz powinnaś jeść tylko to, co rośnie w Cova da Iria".

 

Wspominając uwięzienie  w Ourem siostra Łucja pisała:

 

"Co mnie bolało najbardziej, to obojętność, jaką mi okazywali moi rodzice a, którą odczuwałam tym bardziej, gdyż widziałam, z jaką miłością  wujostwo otaczało swoje dzieci. Pamiętam, że w czasie tej podróży zrobiłam to spostrzeżenie: Jak różni są moi rodzice od wujostwa. Oni aby swe dzieci obronić, sami osobiście stawiali się w urzędzie. Moi rodzice natomiast oddawali  mnie z największą obojętnością władzom".

 

Dopiero  wiele lat później siostra Łucja uświadomiła sobie Boży Plan  i Bożą Opatrzność we wszystkim, co wówczas przeżyła, a wszystko to przecież służyło jej duchowemu wzrostowi. Nie miała innej ucieczki jak modlitwa i zawierzenie oraz ofiarowanie wszystkiego w duchu wynagradzania.

 

"Biedna Mama! Doprawdy, teraz dopiero rozumiem, w jakiej ona była sytuacji i jest mi tak bardzo przykro z jej powodu!  Mama miała prawo myśleć że kłamię, ponieważ ja na pewno nie byłam godna takiego wyróżnienia.

 

Dzięki Bożej łasce nigdy nie doświadczyłam najmniejszego nawet uczucia żalu do mamy za jej postępowanie wobec mnie. Ponieważ już Anioł zapowiedział, że Bóg ześle na mnie cierpienia, przyjmowałam  wszystko z pokorą i widziałam w tym wolę Boga. Miłość i respekt wobec mamy  rósł we mnie coraz bardziej, mimo że wcale nie byłam przez nią pieszczona. Teraz jestem jej bardziej wdzięczna za surowe traktowanie i wszystko, co  czyniła, niż gdyby mnie otaczała czułościami".

 

Pierwszym kierownikiem duchowym Łucji był wielebny ojciec dr Formigao.   Odwiedził on  Łucję w czasach domowych nieporozumień.  Siostra Łucja tak o tym pisała:

 

"Bardzo go lubiłam, ponieważ mówił mi o  praktykowani cnót, budząc mnie wielu sposobów ich praktykowania. Pokazał mi obrazek św. Agnieszki, opowiedział mi o jej męczeństwie i zachęcił mnie do jej naśladowania. Czcigodny ksiądz przychodził co miesiąc i stawiał pytania, na koniec dawał mi zawsze jakąś dobrą radę, wyświadczając mi w ten sposób dobry uczynek.

 

Któregoś dnia powiedział mi: „ Dziecko ty musisz bardzo kochać Pana Jezusa za tyli łask i dobrodziejstwa, których ci użycza” To zdanie tak się wyryło w mojej duszy, że od tej pory przyzwyczaiłam się stale mówić Panu Jezusowi: „ Mój Boże, kocham Cię z wdzięczności za łaski których mi użyczyłeś” Nauczyłam Hiacyntę i jej braciszka tego aktu strzelistego, który ;tak polubiłam . Ona tak go sobie wzięła do serca, że w czasie najciekawszej gry zapytała : „Zapomnieliście powiedzieć Panu Jezusowi, że Go kochacie za łaski, których wam udzielił?”

 

Dzieci coraz częściej  poświęcały każda chwilę Bogu.  Całkowite skierowanie uwagi na Stwórcę jest charakterystyczne dla dusz pozostających na etapie oświecenia, który prowadzi do pełnego rozkwitu cnót duchowych na etapie zjednoczenia z Bogiem.

 

Łucja opisuje w swoich "Wspomnieniach" pokutę, jaką dzieci czyniły:

 

"Pewnego razu szliśmy z naszymi owieczkami po drodze , na której znalazłam kawałek sznura od wozu. Podniosłam go i dla żartu owinęłam sobie ramię. Odczułam ,że sznur sprawia mi dotkliwy ból. Powiedziałam wtedy do moich kuzynów: "Słuchajcie, to boli, moglibyśmy się nim wiązać i nosić go na sobie jako znak umartwiania się z miłości do Jezusa." Biedne dzieci przytaknęły memu pomysłowi i każdy z nas po przecięciu sznura na trzy części owiązał go sobie wokół  bioder . Czy to ze względu na grubość i szorstkość sznura czy też  dlatego, ze za mocno go związaliśmy,  ten rodzaj pokuty sprawiał nam okropny ból. Hiacynta często nie mogła się z tego powodu powstrzymać od łez. Gdy mówiłam, by sznur zdjęła, odpowiadała przecząco :"Nie ja nie chcę go zdjąć . Ja chce złożyć te ofiarę Panu Jezusowi na zadośćuczynienie i za nawrócenie grzeszników" .Innym razem bawiliśmy się zbieraniem po murach chwastów, które, gdy się je ściska w rękach, wydają trzask. Hiacynta  urwała wtedy niechcąco kilka pokrzyw i dotkliwie  się nimi poparzyła. Czując ból, ścisnęła je jeszcze bardziej w rękach i powiedział a do nas: „Patrzcie, znalazłam nowy sposób , aby czynić pokutę"

 

We "Wspomnieniach" siostra Łucja pisze również o innych czynach i rodzajach umartwień podejmowanych przez dzieci, a także o ofiarach, będących już świadectwem  ich duchowej przemiany. Kiedy proboszcz parafii opuścił Fatimę, natychmiast rozniosła się plotka, że przyczyną jego decyzji  była postawa Łucja, ponieważ ksiądz nie chciał brać na siebie żadnej odpowiedzialności za to, co działo się w Cova.  Łucja komentuje ów fakt słowami:" Był to bardzo gorliwy ksiądz, kochany przez parafian, więc w wyniku tego bardzo musiałam cierpieć...".

 

Niektóre pobożne kobiety, gdy tylko spotykały Łucję, dawały upust swojej złości, obrażając dziewczynkę, a nawet "częstowały" ją kopniakami i szturchańcami. Hiacynta i Franciszek rzadko kiedy doznawali owych "pieszczot" których Niebo nie skąpiło Łucji, ponieważ rodzice ich nie pozwalali , aby ktokolwiek  dotknął ich dzieci. Widząc  upokorzenia Łucji cierpieli z nią razem i  płakali. Pewnego dnia Hiacynta oświadczcyła: "Jakby to było dobrze, gdyby moi rodzice byli tacy jak twoi, bo ludzie mogliby mnie też bić , a wtedy mogłabym więcej ofiar Bogu złożyć

 

Malutka potrafiła jednak  doskonale wykorzystać każda okazję do umartwienia siebie.

 

„ Mieliśmy również zwyczaj - pisze siostra Łucja - od czasu do czasu nic nie pić przez 9 dni albo nawet przez cały miesiąc. Podjęliśmy  te ofiary w  pełni sierpnia, kiedy upał był niemożliwy . Wracaliśmy któregoś dnia z modlitwy różańcowej z Cova da Iria i zbliżywszy się do stawu, znajdującego się przy drodze, Hiacynta rzekła" Słuchaj, tak mi się chce pić i tak bardzo boli mnie głowa. Napiję się troszeczkę tej wody".
- "Tej nie" - odpowiedziałam - Moja matka nie chce, abyśmy stąd pili wodę , bo ona może nam zaszkodzić. Poprosimy o wodę u Marii dos Anjos".
- "Nie , tej dobrej wody nie chcę. Napiję się tej. Bo zamiast złożyć Bogu ofiarę z pragnienia, złożę Mu ją z napięcia się tej brudnej wody" . Innym razem  Hiacynta mówiła:
- "Pan Bóg musi być zadowolony z naszych ofiar, ponieważ mnie się chce tak strasznie pić, ale nie będę piła. Chcę cierpieć z miłości dla Niego"

 

Franciszek - podobnie jak Hiacynta - także wzrastał w życiu duchowym. Znikał on na parę godzin, myśląc w tym czasie o Bogu i odmawiając Różaniec - "wiele Różańców". Kiedy Franciszek dowiedział się o tym, że Maryja zapowiedziała, iż zanim pójdzie on do Nieba, będzie musiał odmówić "wiele Różańców" wykrzyknął:

 

"O moja droga Pani, tyle będę odmawiał Różańców ile będziesz chciała"!!

 

"I od tej chwili często się od nas oddalał, jak gdyby szedł na spacer. Gdy go wołałam i pytałam, co robi, podnosił rękę i pokazywał mi różaniec. Jeżeli go prosiłam, aby przyszedł się bawić z nami, a później będziemy się wspólnie modlić odpowiadał:" Potem też będę się z wami modlił. Czy nie pamiętasz, że Nasza Pani powiedziała, ze muszę odmawiać dużo Rózańców?"

 

Łucja dalej wspomina:" Kiedyś zadałam mu pytanie:" Dlaczego nam nie powiedziałeś, abyśmy się modliły z tobą? " Franciszek odrzekł:" Dlatego , że wolę modlić się sam, aby rozmyślać i pocieszać Pana Jezusa , który jest taki smutny". Pewnego dnia zapytałam go :"Franciszku, co ty wolisz: pocieszać Pana Jezusa czy też nawracać grzeszników, żeby już więcej dusz nie szło do piekła?". Bez namysłu odpowiedział:" Wole pocieszać Pana Jezusa . Czy nie zauważyłaś, jak Matka Boska w ostatnim miesiącu  zasmuciła się, gdy prosiła  żeby więcej nie obrażać Pana Boga, który jest i tak bardzo obrażany? Ja bym chciał pocieszyć Pana Jezusa, a potem nawracać grzeszników, żeby Go już nie obrażali."

 

Chłopiec bardzo często w drodze do szkoły wstępował do kościoła parafialnego, aby  modlić się przed Najświętszym Sakramentem. Szedł prosto do ołtarza i klękał tak blisko Najświętszego Sakramentu, jak to było tylko możliwe.  Prosił też Łucję, aby w drodze powrotnej ze szkoły wstępowała po niego do świątyni.

 

Przemiana duchowa Łucji przebiegała podobnie jak u pozostałej dwójki dzieci, jednak różniła się nieco pewnymi szczegółami. Jej rodzinne problemy i niezwykłe trudności w przekonaniu rodziny o prawdziwości objawień okazały się opatrznościowe w przygotowaniu dziewczynki do wypełnienia misji, którą jej powierzyła Matka Boża -  to właśnie Łucja miała się stać świadectwem Prawdy dla świata.

 

*******************************


Treść objawień Matki Bożejw Fatimie w 1917 r.na podstawie Wspomnień Siostry Łucji

tekst zatwierdzony przez Biskupa diecezji Leiria

Fatima, grudzień 2002

 

I. 13 maja 1917 - pierwsze objawienie się Matki Bożej

13 maja 1917 r. bawiliśmy się z Hiacynta i Franciszkiem na szczycie zbocza Cova da Iria. Budowaliśmy murek dookoła gęstych krzewów, kiedy nagle ujrzeliśmy jakby błyskawicę.
- „Lepiej pójdźmy do domu - powiedziałam do moich krewnych. - Zaczyna się błyskać, może przyjść burza".
- „Dobrze!" - odpowiedzieli.
Zaczęliśmy schodzić ze zbocza, poganiając owce w stronę drogi. Kiedy doszliśmy mniej więcej do połowy zbocza, blisko dużego dębu, zobaczyliśmy znowu błyskawicę, a po zrobieniu kilku kroków dalej, ujrzeliśmy na skalnym dębie Panią w białej sukni, promieniującą jak słońce. Jaśniała światłem jeszcze jaśniejszym niż promienie słoneczne, które świecą przez kryształowe naczynie z wodą. Zaskoczeni tym widzeniem zatrzymaliśmy się.

 

Byliśmy tak blisko, że znajdowaliśmy się w obrębie światła, które Ją otaczało, lub którym Ona promieniała, mniej więcej w odległości półtora metra.

 

Potem Nasza Droga Pani powiedziała:
- „Nie bójcie się! Nic złego wam nie zrobię!"
- „Skąd Pani jest?" - zapytałam.
- „Jestem z Nieba!"
- „A czego Pani ode mnie chce?"
- „Przyszłam was prosić, abyście tu przychodzili przez 6 kolejnych miesięcy, dnia 13 o tej samej godzinie. Potem powiem, kim jestem i czego chcę. Następnie wrócę jeszcze siódmy raz". (Siódmym razem było objawienie już 16 czerwca 1921 r. w przeddzień odjazdu Łucji do War de Porto. Chodzi o objawienie z osobistym orędziem dla Łucji, dlatego nie uważała go za tak ważne).

 

- „Czy ja także pójdę do nieba?"
- „Tak!"
- „A Hiacynta?"
- „Też!"
- „A Franciszek?"
- „Także, ale musi jeszcze odmówić wiele różańców".

 

Przypomniałam sobie dwie dziewczynki, które niedawno umarły. Były moimi koleżankami i uczyły się tkactwa u mojej starszej siostry.
- „ Maria das Neves jest już w niebie?"
- „ Tak, jest". (Zdaje się, że miała jakieś 16 lat.)
- „ A Amelia?"
- „ Zostanie w czyśćcu aż do końca świata". (Sądzę, że mogła mieć 18 do 20 lat.) – (Oczywiście nie trzeba tego brać dosłownie. Do końca świata ma oznaczać bardzo długi czas).
- „ Czy chcecie ofiarować się Bogu, aby znosić wszystkie cierpienia, które On wam ześle jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi jest obrażany i jako prośba o nawrócenie grzeszników?"
- „ Tak, chcemy!"
- „ Będziecie więc musieli wiele cierpieć, ale łaska Boża będzie waszą siłą!"

 

Wymawiając te ostatnie słowa (łaska Boża itd.) rozłożyła po raz pierwszy ręce przekazując nam światło tak silne, jak gdyby odblask wychodzący z Jej rąk. To światło dotarło do naszego wnętrza, do najgłębszej głębi duszy i spowodowało, żeśmy się widzieli w Bogu, który jest tym światłem, wyraźniej niż w najlepszym zwierciadle.

 

Pod wpływem wewnętrznego impulsu również nam przekazanego, padliśmy na kolana i powtarzaliśmy bardzo pobożnie:
- „O Trójco Przenajświętsza, uwielbiam Cię. Mój Boże, Mój Boże, kocham Cię w Najświętszym Sakramencie".

 

Po chwili Nasza Droga Pani dodała:
- „Odmawiajcie codziennie różaniec, aby uzyskać pokój dla świata i koniec wojny!"

 

Potem zaczęła się spokojnie unosić w stronę wschodu i wreszcie znikła w nieskończonej odległości. Światło, które Ją otaczało zdawało się torować Jej drogę do przestworza niebieskiego. Z tego powodu mówiliśmy nieraz, że widzieliśmy, jak się niebo otwierało.

 

Wydaje mi się, że pisząc o Hiacyncie albo w jakimś innym liście już podkreśliłam, że przed Naszą Panią nie mieliśmy strachu, lecz przed nadchodzącą burzą, przed którą chcieliśmy uciec. Ukazanie się Matki Boskiej nie wzbudziło w nas ani lęku, ani obawy, ale było dla nas zaskoczeniem. Gdy mnie pytano, czy odczuwałam lęk, mówiłam „tak", ale to się odnosiło do strachu, jaki miałam przed błyskawicą i przed nadchodzącą burzą; przed którą chcieliśmy uciekać, bo błyskawice widzieliśmy tylko podczas burzy. Błyskawice te nie były jednak właściwymi błyskawicami, lecz odbiciem światła, które się zbliżało. Gdyśmy widzieli to światło, mówiliśmy nieraz, że widzieliśmy przychodzącą Naszą Dobrą Panią.

 

Ale Matkę Bożą mogliśmy w tym świetle dopiero rozpoznać, kiedy była już na skalnym dębie. Ponieważ nie umieliśmy sobie tego wytłumaczyć i chcąc uniknąć drażliwych pytań mówiliśmy nieraz, że widzimy, jak przychodzi, a innym razem mówiliśmy, że Jej nie widzimy. Kiedy mówiliśmy „ tak", widzimy Ją jak przychodzi, mieliśmy na myśli światło, które się zbliżało, a którym właściwie była Ona. A jeżeli mówiliśmy, że nie widzimy, jak przychodzi, znaczyło to, że widzieliśmy Ją dopiero, gdy była nad skalnym dębem.

 

 

II. 13 czerwca 1917 - drugie objawienie się Matki Bożej

 

13 czerwca 1917 r. po odmówieniu różańca z Hiacynta, Franciszkiem i innymi osobami, które były obecne, zobaczyliśmy znowu odblask światła, które się zbliżało (to cośmy nazwali błyskawicą), i następnie ponad dębem skalnym Matkę Bożą, zupełnie podobną do postaci z maja.

 

- „Czego Pani sobie życzy ode mnie?"
- „Chcę, żebyście przyszli tutaj dnia 13 przyszłego miesiąca, żebyście codziennie odmawiali różaniec i nauczyli się czytać. Później wam powiem, czego chcę".

 

Prosiłam o uzdrowienie jednego chorego.
- „Jeżeli się nawróci, wyzdrowieje w ciągu roku".
- „Chciałabym prosić, żeby nas Pani zabrała do nieba".
- „Tak! Hiacyntę i Franciszka zabiorę niedługo. Ty jednak tu zostaniesz przez jakiś czas. Jezus chce się posłużyć tobą, aby ludzie mnie poznali i pokochali. Chciałby ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca" (Tu z pośpiechu Łucja opuściła koniec zdania, który w innych dokumentach brzmi następująco: „Kto je przyjmuje, temu obiecuje zbawienie dla ozdoby Jego tronu").
- „ Zostanę tu sama?" - zapytałam ze smutkiem.
- „Nie, moja córko! Cierpisz bardzo? Nie trać odwagi. Nigdy cię nie opuszczę, moje Niepokalane Serce będzie twoją ucieczką i drogą, która cię zaprowadzi do Boga".

 

W tej chwili, gdy wypowiadała te ostatnie słowa, otworzyła swoje dłonie i przekazała nam powtórnie odblask tego niezmiernego światła. W nim widzieliśmy się jak gdyby pogrążeni w Bogu. Hiacynta i Franciszek wydawali się stać w tej części światła, które wznosiło się do nieba, a ja w tej, które się rozprzestrzeniało na ziemię. Przed prawą dłonią Matki Boskiej znajdowało się Serce, otoczone cierniami, które wydawały się je przebijać. Zrozumieliśmy, że było to Niepokalane Serce Maryi, znieważane przez grzechy ludzkości, które pragnęło zadośćuczynienia.

 

To, Ekscelencjo, mieliśmy na myśli, kiedyśmy mówili, że Matka Boska wyjawiła nam w czerwcu tajemnicę. Nasza Pani nie rozkazała nam tego zachować w tajemnicy, ale odczuwaliśmy, że Bóg nas do tego nakłania.

 

 

III. 13 lipca 1917 - trzecie objawienie się Matki Bożej

 

13 lipca 1917 r. krótko po naszym przybyciu do Cova da Iria do dębu skalnego, gdy odmówiliśmy różaniec z ludźmi licznie zebranymi, zobaczyliśmy znany już blask światła, a następnie Matkę Boską na dębie skalnym.

 

- „Czego sobie Pani ode mnie życzy?" - zapytałam.
- „Chcę, żebyście przyszli tutaj 13 przyszłego miesiąca, żebyście nadal codziennie odmawiali różaniec na cześć Matki Boskiej Różańcowej, dla uproszenia pokoju na świecie i o zakończenie wojny, bo tylko Ona może te łaski uzyskać".
- „Chciałabym prosić, żeby Pani nam powiedziała, kim jest i uczyniła cud, żeby wszyscy uwierzyli, że nam się Pani ukazuje".
- „Przychodźcie tutaj w dalszym ciągu co miesiąc! W październiku powiem, kim jestem i czego chcę, i uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli".

 

Potem przedłożyłam kilka próśb, nie pamiętam, jakie to były. Przypominam sobie tylko, że Nasza Dobra Pani powiedziała, że trzeba odmawiać różaniec, aby w ciągu roku te łaski otrzymać. I w dalszym ciągu mówiła:
- „Ofiarujcie się za grzeszników i mówcie często, zwłaszcza gdy będziecie ponosić ofiary: O Jezu, czynię to z miłości dla Ciebie, za nawrócenie grzeszników i za zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi".

 

Przy tych ostatnich słowach rozłożyła znowu ręce jak w dwóch poprzednich miesiącach. Promień światła zdawał się przenikać ziemię i zobaczyliśmy jakby morze ognia, a w tym ogniu zanurzeni byli diabli i dusze w ludzkich postaciach podobne do przezroczystych, rozżarzonych węgli, które pływały w tym ogniu. Postacie te były wyrzucane z wielką siłą wysoko wewnątrz płomieni i spadały ze wszystkich stron jak iskry podczas wielkiego pożaru, lekkie jak puch, bez ciężaru i równowagi wśród przeraźliwych krzyków, wycia i bólu rozpaczy wywołujących dreszcz zgrozy. (Na ten widok musiałam krzyczeć «aj», bo ludzie to podobno słyszeli.) Diabli odróżniali się od ludzi swą okropną i wstrętną postacią, podobną do wzbudzających strach nieznanych jakichś zwierząt, jednocześnie przezroczystych jak rozżarzone węgle.

 

Przerażeni, podnieśliśmy oczy do Naszej Pani szukając u Niej pomocy, a Ona pełna dobroci i smutku rzekła do nas:
- „Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników. Żeby je ratować, Bóg chce rozpowszechnić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli się zrobi to, co wam powiem, wielu przed piekłem zostanie uratowanych i nastanie pokój na świecie. Wojna zbliża się ku końcowi. Ale jeżeli ludzie nie przestaną obrażać Boga, to w czasie pontyfikatu Piusa Xl rozpocznie się druga wojna, gorsza. Kiedy pewnej nocy ujrzycie nieznane światło, (ma na myśli nadzwyczajne światło północne, które widziano w nocy 25 stycznia 1938 r. w całej Europie, także w Polsce. Łucja uważała je wciąż za znak obiecany z nieba) wiedzcie, że jest to wielki znak od Boga, że zbliża się kara na świat za liczne jego zbrodnie, będzie wojna, głód, prześladowanie Kościoła i Ojca Świętego.
Aby temu zapobiec, przybędę, aby prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię św. wynagradzającą w pierwsze soboty. Jeżeli moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła, dobrzy będą męczeni, a Ojciec Święty będzie musiał wiele wycierpieć. Różne narody zginą. Na koniec jednak moje Niepokalane Serce zatriumfuje. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci i przez pewien czas zapanuje pokój na świecie. W Portugalii będzie zawsze zachowany dogmat wiary itd. Tego nie mówcie nikomu; Franciszkowi możecie to powiedzieć. Kiedy odmawiacie różaniec, mówcie po każdej tajemnicy: „O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba, a szczególnie te, które najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia".

 

Nastała chwila ciszy, a ja zapytałam:
- „Pani nie życzy sobie ode mnie niczego więcej?"
- „Nie, dzisiaj już nie chcę od ciebie niczego więcej".

 

I jak zwykle uniosła się w stronę wschodu, aż znikła w nieskończonej odległości firmamentu.
 

 

IV. 19 sierpnia 1917 - czwarte objawienie się Matki Bożej

 

13 sierpnia 1917 r. ponieważ już opowiadałam, co tego dnia zaszło, nie będę się powtarzać, ale przechodzę do objawienia według mnie z dnia 15 pod wieczór (Łucja myli się, jeżeli uważa, że objawienie zdarzyło się w tym samym dniu, kiedy wyszli z więzienia z Vila Nova de Ourem. Objawienie miało miejsce w następną niedzielę, tj 19 sierpnia).
Ponieważ wówczas jeszcze nie umiałam odróżnić poszczególnych dni miesiąca, być może, że się mylę. Ale zdaje mi się, że było to tego samego dnia, kiedy wróciliśmy z więzienia z Vila Nova de Ourem.

 

Kiedy z Franciszkiem i jego bratem Janem prowadziłam owce do miejsca, które się nazywa Valinhos, odczułam, że zbliża się i otacza nas coś nadprzyrodzonego, przypuszczałam, że Matka Boska może nam się ukazać i żałowałam, że Hiacynta może Jej nie zobaczyć. Poprosiłam więc jej brata Jana, żeby po nią poszedł. Ponieważ nie chciał iść, dałam mu 20 groszy; zaraz pobiegł po nią.

 

Tymczasem zobaczyłam z Franciszkiem blask światła, któreśmy nazwali błyskawicą. Krótko po przybyciu Hiacynty zobaczyliśmy Matkę Boską nad dębem skalnym.
- „Czego Pani sobie życzy ode mnie?"
- „Chcę, abyście nadal przychodzili do Cova da Iria 13 i odmawiali codziennie różaniec. W ostatnim miesiącu uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli".
- „Co mamy robić z pieniędzmi, które ludzie zostawiają w Cova da Iria?"
- „Zróbcie dwa przenośne ołtarzyki. Jeden będziesz nosiła ty z Hiacynta i dwie inne dziewczynki ubrane na biało, drugi niech nosi Franciszek i trzech chłopczyków. Pieniądze, które ofiarują na te ołtarzyki, są przeznaczone na święto Matki Boskiej Różańcowej, a reszta na budowę kaplicy, która ma tutaj powstać".
- „Chciałam prosić o uleczenie kilku chorych".
- „Tak, niektórych uleczę wciągu roku" - i przybierając wyraz smutniejszy powiedziała: - Módlcie, módlcie się wiele, czyńcie ofiary za grzeszników, bo wiele dusz idzie na wieczne potępienie, bo nie mają nikogo, kto by się za nie ofiarował i modlił".

 

I jak zwykle zaczęła unosić się w stronę wschodu.

 

 

V. 13 września 1917 - piąte objawienie się Matki Bożej

 

13 września 1917. Kiedy zbliżyła się godzina, przeciskałam się z Hiacynta i Franciszkiem przez tłum ludzi, który nam ledwo pozwalał przejść. Ulice były pełne ludzi. Wszyscy chcieli nas widzieć i rozmawiać z nami. Tam się jeden drugiego nie bał. Wiele osób, nawet zacne panie i panowie przeciskali się przez tłum, który nas otaczał. Padali na kolana przed nami, prosząc, byśmy Matce Bożej przedstawili ich prośby. Inni, którzy nie mogli się do nas dostać, wołali z daleka:
- „Na miłość Boską, proście Matkę Boską, żeby mi wyleczyła mego syna kalekę".
Ktoś inny wołał:
- „Niech wyleczy moje niewidome dziecko". A znowu inny:
- „A moje jest głuche". I znowu inny:
- „Niech mi przyprowadzi z wojny do domu mego męża i mego syna".
- „Niech mi nawróci grzesznika".
- „Niech mnie uzdrowi z gruźlicy" itd.

 

Tam ukazała się cała nędza biednej ludzkości, niektórzy krzyczeli z drzew, inni z muru, na którym siedzieli, aby nas zobaczyć, gdy przechodziliśmy. Jednym obiecując spełnienie ich życzeń, innym podając rękę, aby mogli się podnieść z ziemi, mogliśmy się dalej posuwać dzięki kilku mężczyznom, którzy nam torowali drogę przez tłum.
Kiedy teraz czytam w Nowym Testamencie o tych cudownych scenach, które się zdarzały w Palestynie, kiedy Pan Jezus przechodził, przypominam sobie te, które jako dziecko mogłam przeżyć na ścieżkach i ulicach z Aljustrel do Fatimy do Cova da Iria. Dziękuję Bogu i ofiaruję Mu wiarę naszego dobrego ludu portugalskiego.
Myślę, że jeżeli ci ludzie na kolana padali przed trojgiem biednych dzieci, jedynie dlatego, że z miłosierdzia Bożego doznały łaski rozmawiania z Matką Boską, to co by dopiero robili, gdyby widzieli przed sobą samego Jezusa Chrystusa? Więc dobrze, ale to wszystko do tego nie należy. Było to raczej poślizgnięcie się pióra w tym kierunku, do którego właściwie nie zmierzałam. Cierpliwości, znowu coś zbędnego! Nie usuwam jej jednak, aby nie niszczyć zeszytu.

 

Doszliśmy wreszcie do Cova da Iria koło dębu skalnego i zaczęliśmy odmawiać różaniec z ludem. Wkrótce potem ujrzeliśmy odblask światła i następnie Naszą Panią nad dębem skalnym.
- „Odmawiajcie w dalszym ciągu różaniec, żeby uprosić koniec wojny. W październiku przybędzie również Nasz Pan, Matka Boża Bolesna i z Góry Karmelu, św. Józef z Dzieciątkiem Jezus, żeby pobłogosławić świat. Bóg jest zadowolony z waszych serc i ofiar, ale nie chce, żebyście w łóżku miały sznur pokutny na sobie. Noście go tylko w ciągu dnia".
- „Polecono mi, żebym Panią prosiła o wiele rzeczy: o uzdrowienie pewnego chorego i jednego głuchoniemego".
- „Tak, kilku uzdrowię, innych nie. W październiku uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli".

 

I zaczynając się wznosić, znikła jak zwykle.

 

 

VI. 13 października 1917 - szóste objawienie się Matki Bożej

 

13 października 1917. Wyszliśmy z domu bardzo wcześnie, bo liczyliśmy się z opóźnieniem w drodze. Ludzie przyszli masami. Deszcz padał ulewny. Moja matka w obawie, że jest to ostatni dzień mojego życia, z sercem rozdartym z powodu niepewności tego, co mogło się stać, chciała mi towarzyszyć. Na drodze sceny jak w poprzednim miesiącu, ale liczniejsze i bardziej wzruszające. Nawet błoto nie przeszkadzało tym ludziom, aby klękać w postawie pokornej i błagalnej.
Gdyśmy przybyli do Cova da Iria koło skalnego dębu, pod wpływem wewnętrznego natchnienia prosiłam ludzi o zamknięcie parasoli, aby móc odmówić różaniec. Niedługo potem zobaczyliśmy odblask światła, a następnie Naszą Panią nad dębem skalnym.
- „Czego Pani sobie ode mnie życzy?"
- „Chcę ci powiedzieć, żeby zbudowano tu na moją cześć kaplicę. Jestem Matką Boską Różańcową. Trzeba w dalszym ciągu codziennie odmawiać różaniec. Wojna się skończy i żołnierze powrócą wkrótce do domu".
- „Ja miałam Panią prosić o wiele rzeczy: czy zechciałaby Pani uzdrowić kilku chorych i nawrócić kilku grzeszników i wiele więcej".
- „Jednych tak, innych nie. Muszą się poprawić i niech proszą o przebaczenie swoich grzechów".

 

I ze smutnym wyrazem twarzy dodała:
- „Niech ludzie już dłużej nie obrażają Boga grzechami, już i tak został bardzo obrażony".

 

Znowu rozchyliła szeroko ręce promieniejące w blasku słonecznym. Gdy się unosiła, Jej własny blask odbijał się od słońca. Oto, Ekscelencjo, powód dlaczego zawołałam, aby ludzie spojrzeli na słońce. Zamiarem moim nie było zwrócenie uwagi ludzi w tym kierunku, gdyż nie zdawałam sobie sprawy z ich obecności. Zrobiłam to jedynie pod wpływem impulsu wewnętrznego, który mnie do tego zmusił.

 

Kiedy Nasza Pani znikła w nieskończonej odległości firmamentu, zobaczyliśmy po stronie słońca św. Józefa z Dzieciątkiem Jezus i Naszą Dobrą Panią ubraną w bieli, w płaszczu niebieskim. Zdawało się, że św. Józef z Dzieciątkiem błogosławi świat ruchami ręki na kształt krzyża.

 

Krótko potem ta wizja znikła i zobaczyliśmy Pana Jezusa z Matką Najświętszą. Miałam wrażenie, że jest to Matka Boska Bolesna.
Pan Jezus wydawał się błogosławić świat w ten sposób jak św. Józef. Znikło i to widzenie i zdaje się, że jeszcze widziałam Matkę Boską Karmelitańską.


 


Uwagi końcowe

 

Oto, Ekscelencjo, historia objawień Matki Boskiej w Cova da Iria w 1917 roku.
Zawsze, gdy z jakiegoś powodu musiałam mówić o nich, starałam się uczynić to jak najzwięźlej z pominięciem intymnych spraw osobistych, bo by mnie to bardzo wiele kosztowało. Ale ponieważ są one Boże, a nie moje, i ponieważ Bóg teraz Waszą Ekscelencję o nie pyta, oddaję je niniejszym. Świadomie nie zatrzymuję niczego, co do mnie nie należy. Wydaje mi się, że brak tylko kilku małych szczegółów odnoszących się do próśb, które przedstawiłam. Ponieważ były to sprawy bardziej materialne, nie miały dla mnie specjalnego znaczenia i być może nie utkwiły mi tak żywo w pamięci. A poza tym było ich tak wiele! Miałam i z tym tyle roboty, aby sobie przypomnieć niezliczone łaski, o które miałam Matkę Bożą prosić, że może tu i tam wślizgnęła się jakaś pomyłka, kiedy np. powiedziałam, że wojna skończy się w tym samym dniu, tj. 13 (Prawdę mówiąc, Łucja nie powiedziała wprost że wojna skończy się w tym samym dniu. Nakłoniona została do tego przez wiele naglących pytań, które jej stawiano).
Wiele ludzi było zdumionych pamięcią, którą Bóg mi raczył dać. Dzięki nieskończonej dobroci Bożej jest to pod każdym względem naprawdę wielki dar. Jednak w nadprzyrodzonych sprawach nie trzeba się dziwić, że tak głęboko odciskają się w pamięci, że po prostu nie można ich zapomnieć. W każdym razie sensu spraw, które one oznaczają, nigdy się nie zapomina, jeżeli Bóg sam nie sprawi, że się je zapomni.
 

 

***********************

 

Wspomnienie o Hiacyncie i Franciszku

 

W Bazylice Fatimskiego Sanktuarium w Portugalii, w bocznych kaplicach przed prezbiterium znajdują się groby Hiacynty i Franciszka.

 

W drugim objawieniu 13 czerwa 1917 roku, Matka Boża powiedziała do Łucji: "(...)Hiacyntę i Franciszka zabiorę niedługo. Ty jednak tu pozostaniesz przez jakiś czas. Jezus chce się tobą posłużyc, aby ludzie mnie poznali i pokochali (...)"

 

I tak się stało... W dwa lata po objawieniach zmarł Franciszek (4 kwietnia 1919 roku) w rok po nim zmarła Hiacynta (20 lutego 1920 roku).Łucja, najstarsza z fatimskich pastuszków - do której były skierowane powyższe słowa Maryi -  żyje do dnia dzisiejszego i obecnie liczy sobie 88 lat.

 

Kim byli wizjonerzy, gdy Fatimska Pani przyszła do nich, czyniąc je swoimi powiernikami i współpracownikami?

 

W oparciu o wspomnienia Siostry Łucji oraz "Dokumenty Fatimskie", zawierajace wywiady z żyjącymi świadkami wydarzeń Fatimskich wiemy, że dzieci te miały typowy temperament dla południowych mieszkańcówa ziemi, były radosne, skore do zabaw, nie odznaczały się dojrzałą świętością, jednak ich religijność i pobożność wskazywała na szczególne działanie łaski Bożej.

 

Łucja we "Wspomnieniach" pisze :"Przed wydarzeniami 1917 roku, nie czułam większego pociągu do towarzystwa Hiacynty i Franciszka, niż do innych dzieci. Przeciwnie, ich obecność stawała się czasem dość niemiła dla mnie z powodu ich drażliwego charakteru (...) oni natomiast mieli do mnie specjalne zaufanie i zawsze mnie szukali abym się z nimi bawiła(...)"

 

Hiacynta Marto,(ur.11 marca 1910r.) była ostatnim, dziewiątym dzieckiem Manuela Marto i jego żony Olimpii. Franciszek Marto (ur. 11 czerwca 1908r.) był starszy od swojej siostry prawie o dwa lata.

 

Dzieci bardzo różniły się charakterami: Franek był cichy, spokojny, naturę miał ugodową i było mu zupełnie obojętne czy wygrywał czy też przegrywał.  Jego umiłowanie natury ujawniało się kiedy leczył chore ptaszki i dokarmiał węże owczym mlekiem. Był małomówny. Godzinami grywał na flecie. Franciszek nigdy nie słyszał głosu Matki Bożej, natomiast widział Ją od czasu kiedy zaczął gorliwie odmawiać różaniec. Kolejne objawienia sprawiły że chłopczyk spędzał wiele czasu na kontemplacji "pocieszając Boga, tak bardzo przez ludzi obrażanego".

 

Zupełnie inna była jego młodsza siostra Hiacynta. Dziewczynka była żywa, cieszyło ją wszystko co było piękne! Uwielbiała taniec. Często jednak obrażała się jeżeli coś nie było po jej myśli. Miała słabość w kierunku posiadania. Łucja tak scharakteryzowała kuzynkę "Niemniej jednak, już wtedy miała serce bardzo dobre, a Bóg dał jej charakter delikatny i ufny, który równoczeście czynił z niej istotę miłą i przystępną(...)".

 

Po objawieniach dziewczynka miała ogromny kult NiepokalanegoSerca Maryi, i wykazywała wielką dojrzałość duchową.

 

Całą Fatimską trójkę dzieci łączyła więź duchowa a ich życie, podejmowane ofiary i cierpienia które przyjmowali z radością - tworzą jedną z najbardziej wzruszających opowieści naszych czasów.

 

W dziecinne życie trójki pastuszków wkroczył sam Bóg i powierzając im tajemnicę uczynił je przekazicielami Orędzia skierowanego do całego świata.

 

Najważniejszym momentem Fatimskich Objawień, było trzecie Objawienie Anioła w czasie którego dzieci zobaczyły Kielich i Hostię Przenajświętszą. Z Hostii do Kielicha spływały krople Krwi - rzeczywista obecność Pana Jezusa w Eucharystii.

 

Dzieci naśladując Anioła, padły na kolana i wielbiły Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie powtarzając słowa modlitwy, króra jest uwielbieniem Boga w Trójcy Świętej Jedynego.

 

Od objaień Anioła, ich sposób myślenia, dążenia i pragnienia zmieniły się całkowicie. Na zewnętrz pozostali jak inne dzieci, natomiast przeszły zmianę wewnetrzną. Został im przekazany dar poznania Boga i dar mądrości życia.

 

Łucja tak pisze po objawieniach Anioła:"(...)Siła obecności Bożej, była tak intensywna, że nas prawie całkowicie pochłaniała i unicestwwała. Zdawało nam się nawet że przez dłuższy czas zostaliśmy pozbawieni używania zmysłów. (...)Spokój i szczęśćie jakie odczuwaliśmy , były bardzo wielkie, ale tylko wewnętrzne, najzupełniej skupiające duszę w Bogu(...) "

 

Objawienia Anioła były jak "nowe zwiastowanie". Ich serca otworzyły się na działanie Ducha świętego. Kiedy więc Maryja zadała im w czasie pierwszego objawienia pytanie:"Czy chcecie ofiarować się Bogu, przyjąć wszystkie cierpienia które na was zechce zesłać jako wynagrodzenie za grzech znieważające Boży Majestat i za nawrócenie grzeszników(...) ?" - dzieci odpowiedziały ". "Tak chcemy” Odpowiedziały z głębokim przekonaniem i do końca były konsekwentne. Trójka pastuszków natychmiast zrozumiała Matkę Bożą. Stali się współpracownikami Maryi, i w najdoskonalszy sposób odpowiedzieli na Jej wezwanie. Powiedzieli "TAK.

 

To ich "TAK" może być dla nas wszystkich wzorem. Nam jest czasami bardzo trudno powiedzieć "TAK". Jeżeli nawet, nie mówimy "NIE" to używamy jeszcze gorszego słowa jakim jest słowo "ALE". "Tak, ale..."

 

Wiemy, że Fatimska Pani sześć razy objawiła się dzieciom w 1917 roku, i za każdym razem, kiedy Matka Boża pojawiała się - Łucja zadawała pytanie:"Czego Pani od nas żąda?" i milczała, słuchała a potem dopiero działała.

 

Dzieci nie były tylko przekazicelami Orędzia Fatimskiej Pani, one przede wszystkim wprowadzały żądania Maryi w swoje życie, na codzień żyły treścią Fatimskiego Orędzia.

 

Te maleńkie dzieci były zdolne do heroicznych ofiar. Składały te ofiary z miłości do  Jezusa :"O Jezu, - mówiły składając ofiary -  czynię to z miłości dla Ciebie, za nawrócenie grzeszników i za zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi"

 

Ogromnie były przejęte losem biednych grzeszników. To wielkie współczucie dla grzeszników spotęgowało się po ukazanej im przez Maryję wizji piekła 13 lipca 1917r. W wizji piekła nie tyle istotne są szczegóły o których Łucja pisze, jak ważna jest prawda o losie człowieka odrzuconego przez Boga, człowieka potępionego. W dzieciach, wizja piekła obudził podwójne odczucie: przerażenia i współczucia!

 

Nie pomijały żadnej okazji aby się umartwić, ochotnym sercem przyjmowały cierpienia i radośnie czyniły z tego ofiarę wynagradzającą i blagalną za grzeszników. One były głęboko przekonane że te ofiary są ratunkiem dla tych którzy tego ratunku najbardziej potrzebują.

 

W naszym  współczesny świecie ofiara, wynagradzanie i cierpienie są nie akceptowane i podlegają likwidacji, tak jak i pojęcie grzechu tarci swój ciężar i jest sprowadzane do słabośći, którą można wybaczyć.

 

Bóg jednak żąda wynagrodzenia! Fatimskie małe dzieci znakomicie zrozumiały że Bóg miłujący grzesznika domaga się ofiary krzyża jako ekspiacjiza grzechy.

 

Póki nie staniecie się jak te dzieci nie wejdzieciedo Królestwa Niebieskiego.

 

 

Monika Olszewska

 

Wykorzystano treści kazania ks.Mirosława Drozdka SAC - Kustosza Sanktuarium M.B.Fatimskiej na Krzeptówkach
 

 

************************

 

Nabożeństwo wynagradzające w życiu pastuszków z Fatimy

 

Było ich troje. Rodzeństwo Franciszek i Hiacynta oraz ich starsza kuzynka Łucja. Ta ostatnia w rozmowach z Matką Najświętszą już w maju wzięła na swe barki reprezentowanie świata. Ją też w czerwcowym objawieniu Maryja umieściła w świetle, które rozchodziło się po ziemi. Tamtych dwoje znalazło się w blasku biegnącym ku niebu. Maryja obiecała zabrać ich niedługo. Rzeczywiście, Franciszek umiera już w kwietniu 1919 r., Hiacynta rok później. Zgodnie z zapowiedzią Matki Bożej Łucja pozostaje na ziemi „jakiś czas”, by mówić ludziom o nabożeństwie do Niepokalanego Serca. Ten czas wyznaczony przez Boga trwał bardzo, bardzo długo. Jakby Bóg go przedłużał, by dać światu szansę skorzystania z obecności fatimskiego świadka. W końcu zabrał i ją. Przekroczyła bramę nieba lutym 2005.

 

Misja Łucji jest nam znana, możemy ją odtworzyć w szczegółach. A tamta dwójka? Jakie było ich zadanie? Czy tylko bycie świadkami objawień w Dolinie Pokoju? Czy sama Łucja by nie wystarczyła? Franciszek i Hiacynta mieli konkretne zadanie. Dobrze znali swe miejsce. Resztę ich dziecięcego życia wypełniło nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi.

 

Nie polegało ono – jak sobie nieraz wyobrażamy – na samym tylko odmawianiu określonych modlitw czy uczestnictwie w nabożeństwach kościelnych. Ich nabożeństwo było ich życiem! Jeśli było doskonałe, a było, to każda chwila ich życia była nim wypełniona po brzegi.

 

To dlatego Kościół wyniósł je na ołtarze…

 

Dzieci wiedziały, że nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi składa się z dwóch elementów. Słyszały o tym w lipcu, po oglądaniu wizji piekła. Matka Boża prosiła o „poświęcenie Rosji Niepokalanemu Serca Maryi i o Komunię świętą wynagradzającą w pierwsze soboty”. Usłyszały to i zaczęły tym żyć.

 

Poświęcenie Rosji nie było w ich kompetencji, ale dzieci mogły się modlić i składać ofiary w intencji papieża, który dokona tego aktu. O związkach Hiacynty z „biskupem w bieli” napisano wiele. Czas wspomnieć o nabożeństwie pierwszych sobót, które było im zapowiedziane, ale nie zostało im w pełni objawione.

 

Ich pierwszosobotnie nabożeństwo zawiera się w trzech słowach, które do dziś stanowią najlepszą jego definicję. To wynagrodzenie za grzeszników. To ono (zwane inaczej zadośćuczynieniem) jest przecież jedyną intencją, która związana została z tym fatimskim nabożeństwem. Ono właśnie towarzyszyło dzieciom każdego dnia i było wspólnym mianownikiem wszystkiego, co robiły.

 

Należy to mocno podkreślić, bo jeśli tego fundamentalnego warunku nie zrozumiemy, jeśli nie przejmiemy się losem grzeszników i nie będziemy chcieli oddawać za nich życia, to nabożeństwo pierwszych sobót nigdy nie przyniesie obiecanych owoców. Pomyślmy tylko: Po co przyszedł na świat Jezus i po co umierał? Sam mówił, że wszystko uczynił dla ratowania grzeszników. A Matka Najświętsza, czym żyła, jeśli nie zabieganiem o zamknięcie nam drogi do piekła i troską o otwarcie nieba dla wszystkich? Maryja dobrze wiedziała, że jedyną skuteczną przeszkodą, jaka każe grzesznikom cofnąć się na drodze do potępienia, jest tylko ofiara za nich złożona! Rozumieli to ci, których serca zostały napełnione tym samym światłem Bożym, jakie płonęło w Niepokalanym Sercu Maryi. Franciszek i Hiacynta żyli, by ratować grzeszników.

 

Nie były to łatwe ofiary ani kaprysy dziecięcych serc. Przypomnijmy jeden fakt. Jest rok 1919. Zmarł już Franciszek, Hiacynta czuje się coraz gorzej. Jej choroba przypomina swym przebiegiem chorobę brata. Dziewczynka jest coraz słabsza, niedługo umrze. I wtedy ukazuje się jej Maryja. Przynosi z sobą krótkie zapytanie: Czy ma już zabrać ją do nieba, czy może Hiacynta chce być jeszcze rok dłużej na ziemi, by swym cierpieniem wynagradzać za grzeszników? Odpowiedź pada bez wahania: Jeszcze rok, najcięższy. Ten ostatni rok Hiacynty był wypełniony wielkim cierpieniem, dziewczynka umierała samotnie. opuściła wszystko, co kochała. Towarzyszył jej wielki ból fizyczny, potęgowany przez kolejne prymitywne operacje. Wszystko za grzeszników!

 

To samo wyglądało życie jej brata. On, mały mistyk, godzinami adorował Jezusa, by wynagrodzić Mu za tych, którzy Go nie znają, nie wierzą w Niego, nie miłują Go. Franciszek został poprowadzony przez Boga inną drogą, ale i na jego ścieżce każdy krok czyniony był w tej jednej, jedynej intencji…

 

Podobnie ma być na naszych szlakach…

 

Hiacynta o Niepokalanym Sercu Maryi

 

Hiacynta opuszcza rodzinne strony; nigdy już ich nie ujrzy, nie zobaczy też Łucji. Żegna się z kuzynka długo, we łzach. I nagle w jej oczach pojawia się światło – to samo, które rozświetliło ich dziecięce postacie w czerwcu 1917 r. Łucja wpatruje się w ten maryjny blask bijący z oczu kuzynki, a w jej serce zapadają słowa, które stanowią wielki hiacyntowy testament. Słyszy: „Już niedługo pójdę do nieba, Ty tu zostaniesz, aby ludziom powiedzieć, że Bóg chce zaprowadzić na świecie nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. Kiedy nadejdzie czas, żeby o tym mówić, nie kryj się. Mów wszystkim ludziom, że Bóg daje łaski za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi, że ludzie muszą je uprosić przez to Serce, że Serce Jezusa chce, aby obok Niego wielbiono Niepokalane Serce Maryi. Niech proszą o pokój Niepokalane Serce Maryi, bo Bóg temu Sercu powierzył pokój na świecie.” I kończy okrzykiem pełnym radości: „Gdybym mogła włożyć w serca wszystkich ludzi ogień, który płonie w głębi serca mego i który sprawia, że kocham tak bardzo Serce Jezusa i Serce Maryi!

 

Nasze myśli płyną od razu ku niebu. Wołamy: Włóż go, włóż ten ogień, o błogosławiona Hiacynto! Włóż go w nasze serca, byśmy i my umieli kochać Serce Zbawiciela i Serce Jego Matki. I daj nam usłyszeć twój wielki apel o rozpowszechnienia nabożeństwa do Niepokalanego Serca Maryi! Więcej, spraw, by to co słyszymy stało się częścią nas, przedefiniowało nasze życie z obojętności, egoizmu, bylejakości, na życie przepełnione miłością do Boga bez granic. I do grzeszników, którzy spadają w otchłań piekła!

 

A jeśli trzeba, daj i łaskę bycia świadkami tego nabożeństwa. Jak Łucja. Do końca naszych dni.

 

Daj też nam uwierzyć, że to jedyna droga, jaką ukazuje nam Bóg. Przecież Hiacynta powtarzała: „Jest wolą Bożą, by dać nam łaskę przez Najczystsze Serce Maryi”. Wejść na inne szlaki to spotykać po drodze ostrzeżenia Maryi, które stają się bolesnym faktem na oczach naszych i oczach naszych dzieci! Zapomnieć o tym, co u Boga najważniejsze pociąga za sobą upadek nasz, naszej ojczyzny, całego świata… A my pragniemy dobra, pokoju, wiosny chrześcijaństwa, radości wiecznej!

 

Dlatego, prosimy, daj naszym sercom ten żar, jaki spalał Twe święte dziecięce serce.

 

Rozmyślanie z Maryją

 

Te dwie strony mają być bramą do spotkania z Matką Najświętszą Medytującą. Brama otwiera się w pierwsze soboty. Każdy może ją przekroczyć. Nie potrzeba żadnego klucza, trzeba tylko znaleźć drogę. A drogowskazy dają nami ci, którzy przez nią weszli. Pierwszą jest Siostra Łucja.

 

Zacznijmy od medytacji nad słowami wizjonerki. Przeczytajmy je, zatrzymując się dłużej nad tekstem pisanym kursywą. Jak długo? Aż zawarta tam prawda stanie się dla nas oczywista. Więcej, będzie już własnością naszego serca spragnionego miłowania bez granic. Pomocą mogą się okazać umieszczone na dole strony odnośniki.

 

W 1927 r. Siostra Łucja pisała: „Myślę, ukochana Matko chrzestna, że będziemy szczęśliwi1 mogąc dać naszej najdroższej Matce niebieskiej ten dowód miłości2, którego, jak wiemy, od nas oczekuje. Co do mnie muszę wyznać, że nigdy nie czułam się tak szczęśliwa niż kiedy przychodzi pierwsza sobota3. Czy nie jest prawdą, że największym naszym szczęściem jest być całym dla Jezusa i Maryi, i kochać Ich, Ich wyłącznie, bezwarunkowo? Widzimy to jasno w życiu świętych… Byli szczęśliwi, bo kochali, a my, moja droga Matko chrzestna, musimy starać się kochać jak oni, nie tylko po to, by cieszyć się towarzystwem Jezusa, co jest najmniej ważną rzeczą – jeśli nie cieszymy się Jego towarzystwem tutaj, będziemy cieszyć się tam4 – ale po to, by dawać Jezusowi i Maryi pociechę bycia kochanymi5. Jeżeli potrafimy zrobić to w ten sposób, że ujrzą się kochani, nie wiedząc przez kogo6, i przez tą miłość wiele dusz zostanie uratowanych, to myślę, że rzecz jest warta zachodu. Ale ponieważ nie jest to dla nas możliwe, przynajmniej kochajmy Ich tak, aby mogli być kochani.

 

Porozmyślajmy nad tymi słowami…

 

Gdy już je rozumiemy i uczyniliśmy swoimi, egzamin wstępny mamy za sobą. Czas przejść przez bramę, by na piętnaście minut zamieszkać w krainie Maryjnych rozważań różańcowych. Pierwsze spotkanie z Matkę Najświętszą dotyczyć będzie tematu mocy różańca.

 

Rozważanie

 

Modlitwa duszy: Matko Najświętsza, Niepokalana Maryjo!

 

Z radością przyjmuję Twe zaproszenie do udziału w Twoim rozmyślaniu. W pierwsze soboty otwierasz swe Niepokalane Serce dla każdego, kto pragnie wlać w swe serce te najważniejsze znaki, jakie Bóg ukazał nam w Fatimie. Proszę, otwórz przede mną swe Serce. Ośmielam się prosić o to z całą pokorą, ale i z dziecięcą śmiałością, ponieważ chcę Cię naśladować, ponieważ chcę żyć miłością do Twego Syna, ponieważ zawsze trwać w stanie łaski i miłować Twój święty różaniec, wreszcie – ponieważ pragnę wszystko, co tylko mogę, ofiarowywać w duchu zadośćuczynienia za grzeszników. Daj mi uczestniczyć w Twym rozmyślaniu, a ja obiecuję wprowadzać w życie słowo, które wlejesz do mego małego serca, by stawało się coraz milsze Tobie, bliższe Tobie, podobniejsze do Twego Niepokalanego Serca. A jeśli chcesz, zawsze możesz zabrać me serce, a dać mi swoje – jak uczyniłaś to z tyloma swoimi dziećmi. Wtedy będę duszą najszczęśliwszą na świecie!

 

Pouczenie Maryi: Moja duszo wybrana, która pragnie Mnie naśladować!

 

Przytulam Cię do mego Serca. Spróbuj posłuchać tych słów jako moich, prawdziwie moich. Jeśli jesteś w stanie łaski i jeśli jest w tobie pragnienie wynagradzania za biednych grzeszników, z łatwością odróżnisz to, co jest ode mnie, od tego, co nie płynie z głębi mego Niepokalanego Serca.

 

Posłuchaj, jak dziś moje Serce rozmyśla z tkliwością o różańcu. Dlaczego z tkliwością? Bowiem jest to wielki dar, jaki Bóg zechciał dać wam za pośrednictwem mego Serca. Jest w nim taka potęga! Różaniec ma moc, która zabija zło, umacnia dobro, nawraca zbłąkanych, daje siłę w długiej wędrówce. Zamyka piekło, otwiera niebo! Jak z tej mocy nie skorzystać?

 

Znasz różaniec? Kochasz go? Nie dziw się, że pytam o to ciebie, swe różańcowe dziecko. Mała Hiacynta odmówiła tysiące gorliwych różańców, a ja jeszcze musiałam ją pouczyć, jak można modlić się na nim lepiej i skuteczniej. Bo różaniec jest jak każda broń: nie dość trzymać ją w ręku, trzeba jeszcze nauczyć się nią posługiwać. To dlatego różańce jednych są potężne, innych niemalże wcale nie owocują.

 

Chcesz posłuchać sekretu mojego świętego różańca? Posłuchaj co mówiłam w rozmowach ze świętymi i w tylu swoich różańcowych objawieniach. Usilnie prosiłam: „Chcę, abyście codziennie odmawiały różaniec.” Ale świat tego nie przyjmuje tego do wiadomości. Nie rozumie, że różaniec jest jak antybiotyk, który trzeba przyjmować codziennie, do końca kuracji. Dopóki zło szerzy się wokół was, różańca zabraknąć nie może! Nie może!

 

Jak masz się modlić? To proste. Musi być w tobie czas oddany wyłącznie dla mnie. Dlatego nie może „zabraknąć w tobie pokoju ducha”. Dlatego masz się modlić „na cześć Matki Boskiej Różańcowej” – przede wszystkim z miłości do mnie, bo chcesz przytulić się do mego Serca, a nie z racji jakichś intencji. Ale dziś, gdy szatan próbuje znowu zdobyć dla siebie ludzkość, chcę, abyście „dla pomnożenia chwały mego Syna i mojej” odmawiali różaniec „dla uproszenia pokoju na świecie” i „o zgodę w rodzinach”. To bardzo ważne intencje, które przypomniał wam mój umiłowany papież Jan Paweł II

 

Kiedy odmawiasz różaniec, czyń to „rozważając tajemnice Pisma Świętego” – wówczas otwierasz się na łaskę tak szeroko, a Bóg pochyla się nad tobą jak Archanioł Gabriel w tajemnicy Zwiastowania. Wtedy też przekonasz się, że „Bóg szybko wysłuchuje waszych modlitw”, a „Mój Syn pozwala się dotknąć”.

 

A gdy zapukasz do bramy nieba, usłyszysz z radością, że „kto szerzy różaniec, ten jest ocalony!” Wiesz już dlaczego. Bo różaniec to wyznanie miłości do Mnie i mojego Syna. Bo jest to modlitwa, która wyraża pragnienie upodobnienia się do mego Niepokalanego Serca. Bo jest znak posłuszeństwa mojej woli. I jeszcze jedno: bo odmawiając różaniec stajesz się współtwórcą dobra w świecie. Twój codzienny różaniec jest w świecie obojętnym na Boga zaczynem, którego nic nie jest w stanie powstrzymać. On „zakwasi całe ciasto!” To ja przez niego zwyciężę!

 

„To jest obietnica samej Maryi”. Zapewniam cię o tym Ja, Matka Syna Bożego i Twoja.

 

Modlitwa

Siostra Łucja pisała: „Ukazali mi się Pan nasz i Najświętsza Maryja Panna, która pokazała mi swe Niepokalane Serce otoczone cierniami i poprosiła o zadośćuczynienie…” Jezus powiedział: „Niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał.” … A Maryja dodała: „Przynajmniej ty staraj się nieść mi radość…”

 

Matko Najświętsza z Fatimy! Kiedy ukazywałaś się portugalskim pastuszkom, wszystko było w Tobie ze światła. Twa postać, szata, nawet złote obszycie płaszcza – wszystko było ze światła. Nie mogło być inaczej, skoro światło to było Bogiem! Ty cała jesteś w Bogu, zjednoczona z nim wszelką więzią doskonałości. Twe słowa są z Boga i całe Twe orędzie od Niego pochodzi. Dlatego, kiedy klękam przed Tobą, padam na kolana przed moim Bogiem. I nie jest to bałwochwalstwo. Jesteś Jego najpiękniejszą Ikoną! Adoruję Boga w Tobie, Niepokalana Maryjo

 

A ta mroczna korona? Te ciernie oplatające Twe serce i wbijające weń swe ostre kolce są takie czarne, jak wypalone. Nie ma w nich światła, nie ma Boga. To korona piekła! To ludzki grzech. Niewdzięcznych ludzi, także mój…

 

Dziś przepraszam Cię za wszystko, co gasząc we mnie Boże światło, rani Twe Niepokalane Serce. Chcę przez akty zadośćuczynienia wyjmować ciernie: swoje i tyle innych, ile zdołam. A Twe Niepokalane Serce niech od dziś będzie dla mnie drogą pełną światła, drogą, która prowadzi do Boga, drogą, na której nie będzie już miejsca na najmniejszy nawet grzech.

 

*************************************
 
„On nie umarł - on poszedł do Nieba”


Wspomnienie o Franciszku Marto.

 

W Bazylice Fatimskiej - już prawie przy samym prezbiterium - są dwie boczne kaplice; w prawej jest grób Franciszka Marto, w  lewej grób Hiacynty.

 

Franciszek Marto  - jedno z dzieci do których Bóg posłał swoją Matkę na początku naszego wieku w 1917 roku - zmarł wiosną 4 kwietnia 1919 roku.

 

Przed objawieniami Anioła i Matki Bożej cała fatimska trójka niczym się specjalnie nie wyróżniała. Były to normalne dzieci, obarczone  wszystkimi dziecięcymi wadami, skore do zabawy i nie zawsze posłuszne,  mimo iż w domu otrzymały bardzo staranne wychowanie w wierze katolickiej.

 

Franciszek bywał często nieposłuszny wobec rodziców. Hiacynta nawet pamiętała, że któregoś dnia ukradł parę groszy swojemu ojcu, a kiedy inne dzieci z Ajustrel rzucały kamieniami w rówieśników z sąsiedniej miejscowości Boleiros, Franek również to czynił, do czego sam się przyznawał.

 

Duchowa przemiana, jaka nastąpiła w życiu dzieci, jest najlepszym dowodem zarówno na otrzymane przez nich łaski, jak i na wierność oraz oddanie, z jakim dzieci odpowiedziały na wezwanie Nieba. Każde z nich: Hiacynta, Franciszek i Łucja - wypełniało specjalnie wyznaczone im przez Boga zadanie. Każde z nich miało swój udział w wypełnianiu Orędzia, lecz czyniły to w nieco odmienny sposób,  bo naznaczone zostały innym aspektem objawień, który  wywarł na nich największe wrażenie.

 

Łucja - otrzymała zadanie szerzenia kultu  Niepokalanego Serca Maryi oraz misję apostolstwa i ewangelizacji Orędzia.

 

Hiacynta - była szczególnie przejęta losem biednych grzeszników, za których składała ofiary i wynagradzała Bogu grzechy, którymi jest On obrażany.

 

Franek - całymi godzinami klęczał przed tabernakulum by pocieszać Pana Jezusa Ukrytego.

 

Nawet sposób, w jaki dzieci uczestniczyły w objawieniach fatimskich, był różny.

 

Franciszek widział i Anioła, i postać Pięknej Pani, jednak nigdy nie słyszał ani jednego wypowiedzianego przez Nich słowa. Obie dziewczynki - Łucja i Hiacynta - słyszały, co Pani mówiła, ale tylko Łucja z Nią rozmawiała. Maryja powiedziała dziewczynkom, że Franciszek musi gorliwie odmawiać modlitwę różańcową, aby mógł Ją zobaczyć. Już  w czasie pierwszego objawienia Łucja zapytała Niebiańską Panią czy Franciszek pójdzie do Nieba. Niepokalana Dziewica odpowiedziała że pójdzie, ale przedtem musi odmówić „wiele różańców”. Kiedy Franciszek dowiedział się o tym, wykrzyknął:

 

"O moja droga Pani, tyle będę odmawiał Różańców ile będziesz chciała"!!

 

"I od tej chwili często się od nas oddalał,- pisze siostra Łucja -  jak gdyby szedł na spacer. Gdy go wołałam i pytałam, co robi, podnosił rękę i pokazywał mi różaniec. Jeżeli go prosiłam, aby przyszedł się bawić z nami, a później będziemy się wspólnie modlić odpowiadał:" Potem też będę się z wami modlił. Czy nie pamiętasz, że Nasza Pani powiedziała, ze muszę odmawiać dużo Rózańców?"

 

Tak więc od pierwszego objawienia chłopiec odmawiał wiele różańców.  Natomiast kolejne objawienia sprawiły, że Franciszek stał się kontemplatykiem pocieszającym Boga, pogrążonego w smutku z powodu ludzkich grzechów.

 

Siostra Łucja wspomina:" Kiedyś zadałam mu pytanie:" Dlaczego nam nie powiedziałeś, abyśmy się modliły z tobą? " Franciszek odrzekł:" Dlatego, że wolę modlić się sam, aby rozmyślać i pocieszać Pana Jezusa , który jest taki smutny". Pewnego dnia zapytałam go :"Franciszku, co ty wolisz: pocieszać Pana Jezusa czy też nawracać grzeszników, żeby już więcej dusz nie szło do piekła?". Bez namysłu odpowiedział:" Wole pocieszać Pana Jezusa . Czy nie zauważyłaś, jak Matka Boska w ostatnim miesiącu  zasmuciła się, gdy prosiła  żeby więcej nie obrażać Pana Boga, który jest i tak bardzo obrażany? Ja bym chciał pocieszyć Pana Jezusa, a potem nawracać grzeszników, żeby Go już nie obrażali. "

 

Chłopiec bardzo często w drodze do szkoły wstępował do kościoła parafialnego, aby  modlić się przed Najświętszym Sakramentem. Szedł prosto do ołtarza i klękał tak blisko Najświętszego Sakramentu, jak to było tylko możliwe.

 

W październiku 1918 roku, Franciszek zaczął chorować. Zmarł wiosną następnego roku. W związku ze śmiercią chłopca, Ojciec Fromigao (założyciel Zgromadzenia Sióstr Wynagradzających we Fatimie) przeprowadził szereg wywiadów i pozostawił bardzo piękne świadectwo śmierci Fatimskiego wizjonera.  Te bolesne wspomnienia spisał w Aljustrel (miejscowość rodzinna dzieci) w 1920 roku. Znajdujemy w nich wypowiedzi p. Olimpii Marto - matki chłopca,  Hiacynty  i wielu innych osób bliskich fatimskim dzieciom.

 

„Franek wiedział, że wkrótce umrze - mówiła matka chłopca - a przed samą śmiercią powiedział do mnie: „Mamo, spójrz tam, koło okna, jakie piękne światło!” Nieco później już nie żył, a jego twarz rozjaśniał uśmiech.”

 

Hiacynta wówczas zapytała:

 

”Dlaczego płaczecie? Przecież on się uśmiecha(...) wy także umrzecie. On nie umarł - on poszedł do Nieba.”

 

„ I tak poprzez wieki - pisał Ojciec Święty dwa lata temu w Liście do Dzieci - aż do naszych czasów nie brak dzieci, nie brak chłopców i dziewcząt wśród świętych i błogosławionych Kościoła. Tak jak w Ewangelii Pan Jezus okazywał im szczególne zaufanie, tak również Jego Matka Maryja w ciągu dziejów nieraz czyniła małe dzieci powiernikami swej matczynej troski. Przypomnijcie sobie św.  Bernadettę z Lourdes, dzieci z La Salettte, czy  tez już w naszym stuleciu Łucję, Franciszka i Hiacyntę z Fatimy.”

 

Wiemy jaką odpowiedz dały Maryi fatimskie dzieci; one powiedziały TAK; wiemy do czego były zdolne; jakie potrafiły Bogu składać ofiary wynagradzające i przebłagalne. One nie wiele o świecie wiedziały, nie oglądały telewizji, nie chodziły do szkoły - pasły owce. Poza tem były zupełnie normalne nie pozbawione „dziecięcych wad i ułomności”. Ale przypomnijmy sobie jeszcze jakie były ich rodziny?

 

Ojciec Święty  napisał w Orędziu na światowy dzień pokoju:

 

„To co dzieci doświadczają w rodzinie, bardzo mocno wpłynie na postawy które przyjmą jako dorośli. Jeśli zatem rodzina jest pierwszym środowiskiem, w którym dzieci otwierają się na świat, rodzina też  powinna być dla nich pierwszą szkołą pokoju.”

 

Monika Olszewska
 

********************************

 

Misja Łucji


Wybrana przez Boga.

 

Pytamy: Dlaczego żyła tak długo? I ze zdumieniem uświadamiamy sobie, że jej misja trwała pełne 90 lat, bo tyle czasu dzieli pierwsze objawienie Anioła od ostatniego, które miało miejsce 13 lutego 2005 r., w dniu śmierci Siostry Łucji. Bóg dał jej 90 lat na wypełnienie zleconego jej zadania. Jakiego?

 

Łucja de Jesus Maria dos Santos, siódme dziecko Antonia dos Santos i Marii Rosy, przyszła na świat 22 marca 1907 r. w maleńkiej, liczącej trzydzieści trzy domy osadzie Aljustrel w Portugalii. Była to jedna z wiosek, które obejmowała parafia fatimska. Wokół rozpościerały się gaje oliwne i skaliste pastwiska, umiejscowione na niewielkich wzgórzach. Między nimi znajdowały się mniejsze i większe doliny, z których jedną nazywano "Cova da Iria" - Dolina Pokoju. Właśnie to miejsce wybrało Niebo, by przekazać światu niezwykłe przesłanie, które niektórzy określają mianem "najważniejszego objawienia XX w.".

 

Orędzie zostało przekazane trojgu dzieciom, z których rola Łucji była od samego początku najbardziej istotna. Dziecko rodziny Santos jako pierwsze ujrzało postać Anioła poruszającego się nad lasem w 1915 r. Było to dwa lata przed objawieniami w Fatimie. Wówczas przy Łucji nie było ani Hiacynty, ani Franciszka Marto - jej kuzynów, a jednocześnie najserdeczniejszych przyjaciół. Były trzy koleżanki: Teresa Matias, Maria Rosa Matias i Maria Justyna z wioski Casa Vehla, które chyba z powodu ujawnionej plotkarskiej natury (rozpowiadały wszędzie o widzeniach i chełpiły się, że widzą coś, czego nie widzą inni) nie zostały dopuszczone przez Boga do dalszych objawień. Na ich miejscu Pan postawił Hiacyntę i Franciszka, dziś błogosławionych. To oni rok później uczestniczyli wraz z Łucją w preludiach Anioła Pokoju, który przygotowywał dzieci duchowo do spotkania z Królową Nieba.

 

Od początku mała Łucja była najważniejszym uczestnikiem objawień. Przewodziła zabawom, w naturalny sposób przejęła też inicjatywę w spotkaniach z Gośćmi z nieba. Ale musiało się to zgadzać z planami Bożej Opatrzności, skoro natychmiast zarysowały się wyraźne różnice w relacjach dzieci do Wysłanników Boga, Anioła i Matki Bożej. Najmłodsza, Hiacynta, widziała Maryję i słyszała, co mówi Matka Najświętsza, ale nie rozumiała do końca znaczenia słów. Franciszek tylko widział Matkę Bożą, ale Jej nie słyszał; potem wypytywał kuzynkę i siostrę o to, co powiedziała Piękna Pani. Jedynie Łucja widziała, słyszała i rozumiała, więcej - rozmawiała z Maryją: zadawała pytania, odpowiadała w imieniu wszystkich, kierowała prośby. Bóg uczynił ją głównym powiernikiem orędzia - to ona relacjonowała ludziom treść kolejnych objawień.

 

Bóg uczynił ją najważniejszym świadkiem, więcej, zlecił jej misję wykraczającą daleko w czasie poza okres wyznaczony przez fatimskie spotkania z Maryją. Już w drugiej rozmowie z Matką Najświętszą padają słowa mówiące o różnym przeznaczeniu Łucji, Franciszka i Hiacynty. Rodzeństwo Marto Matka Boża obiecała wkrótce zabrać do nieba; umrą "niedługo": Franciszek w 1919, Hiacynta w 1920 r. z powodu powikłań po grypie. Inaczej miało być z Łucją.

 

Zgodnie z zapowiedzią Matki Najświętszej wizjonerka miała "pozostać na ziemi jakiś czas". Otrzymała z nieba misję: "Jezus chce posłużyć się tobą, abym była bardziej znana i miłowana. Chce zaprowadzić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca".

 

Oto dwa zadania, których wypełnienie miało zająć Łucji "jakiś czas". Ostatecznie jej misja trwała 90 lat! Jest to najdłuższa misja wizjonera w dziejach Kościoła. Nikt wcześniej nie żył tyle po otrzymanych objawieniach! Więcej, żaden wybraniec, który miał szczęście spotkać w życiu Matkę Najświętszą, nie dostąpił tej łaski, że główne objawienia otwierały lawinę następnych, trwających przez wszystkie lata życia, aż po to ostatnie objawienie - spotkanie z Maryją Patronką Dobrej Śmierci.

 

Życie Łucji było Bogu bardzo potrzebne. Jej zadanie było w planach Bożych niezwykle ważne, decydujące o losach milionów ludzi XX, ale nie tylko XX stulecia. Za jej pośrednictwem Bóg chciał zmienić tor współczesnej historii świata, wpłynąć też na losy następnych pokoleń. Bo choć po objawieniach fatimskich Matka Boża wiele jeszcze razy zstępowała na świat, to jednak wszystkie Jej orędzia i przesłania są tłumaczeniem i uszczegóławianiem Fatimy.

 

Przyjrzyjmy się chwilę elementom tej misji.

 

W dniu 13 czerwca 1917 r. Matka Najświętsza zasygnalizowała Łucji zadanie, dla jakiego ma pozostać na ziemi "przez jakiś czas". Jej misja miała być podwójna, ponieważ padają dwa różne zdania. Maryja mówi najpierw: "Jezus chce, bym była lepiej znana i miłowana". Po chwili dodaje: "Chciałabym ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca".

 

Sprawić, by Maryja była bardziej "znana i miłowana", to misja o fundamentalnym znaczeniu: dla naszego życia i dla losów świata.

 

Dlaczego? Dla nas, bo kiedy zaczniemy Ją lepiej poznawać i miłować, w naszych sercach zrodzi się duchowe pragnienie bycia z Maryją. Będzie nas ono wciągało coraz głębiej w zjednoczenie z Maryją, aż każdy z nas stanie się Jej dzieckiem i Jej zwierciadłem. Sami o tym nie wiedząc, otworzymy się na tak wielkie morze łask, że jak Maryja będziemy mogli stać się ich pośrednikiem dla innych.

 

Dla świata, bo ten stanie się lepszy, gdyż czciciele Matki Bożej zaczną lepiej wypełniać wszystkie Jej prośby, od których - jak czytamy w fatimskim orędziu - zależne są dzieje ludzkości. Modlitwa różańcowa będzie doskonalsza, zawierzenie pełniejsze, pokuta i ofiary bardziej świadome i bezinteresowne, nabożeństwo pierwszych sobót powszechne i odprawiane gorliwie. Bez poznania bowiem Maryi i Jej pokochania nie sposób oddawać Jej prawdziwej czci i (na ile może uczynić to człowiek) doskonale wypełniać wszystkie Jej życzenia, pragnienia, żądania. A jak zapewnia Niebo, prawdziwe nabożeństwo do Maryi otwiera dla świata nieskończone skarbnice łask.

 

"Bardziej znana i miłowana". Ta fatimska prośba jest kluczem do nowego, lepszego świata i nie jest to przesadą. Łucja podejmowała w swym życiu wiele najrozmaitszych inicjatyw, by ludzie lepiej poznali Maryję i bardziej Ją pokochali. Wystarczy zajrzeć w tomy jej korespondencji, by przekonać się, jak wiele uwagi poświęca temu zadaniu.

 

Dodajmy, że sama Łucja starała się przez całe życie jak najlepiej poznać prawdę o Matce Bożej i zgłębić Jej tajemnicę. O tym, jak głęboko potrafiła wniknąć w tajemnicę Maryi, świadczy niewielki rozdział w ostatnim dziele, które wyszło spod jej pióra, w "Apelach orędzia fatimskiego". Wśród dwudziestu wezwań fatimskich, jakie stara się przybliżyć czytelnikom, w samym środku znalazło się "Wezwanie do nabożeństwa do Niepokalanego Serca Maryi" - rozdział inny niż wszystkie pozostałe, pisany tak mistycznym językiem, że aż nieczytelny. Widać, jak doskonale - w tej ograniczonej pełni, która jest dostępna dla człowieka żyjącego na ziemi - poznała Łucja Maryję i jak bardzo Ją umiłowała.

 

Słusznie w jednym z ostatnich wywiadów ks. Mirosław Drozdek zwrócił uwagę na niemożność zgłębienia orędzia fatimskiego przez tych, którzy przykładają do niego nie wiarę, ale szkiełko i oko. Podobnie jest z poznaniem życia i osoby Matki Najświętszej: kto Jej nie kocha, nie przedrze się przez mur odgradzający świat od Jej wnętrza. A właściwie należałoby powiedzieć inaczej: kto Jej nie kocha, ten ma w sobie mur, który nie pozwala mu wyjść z siebie, by wejść w serce Matki Bożej. Koniunkcja, jaką Maryja złączyła w Fatimie poznanie i miłość, jest nierozerwalna. Kto chce poznać, musi zacząć kochać, a kto kocha, musi pragnąć poznawać pełniej i pełniej. Nie trzeba dodawać, że jest to wskazówka nie tylko dla teologów...

 

W "Apelach orędzia fatimskiego" Siostra Łucja przepowiada, że podjęcie przez ludzi tego Maryjnego wezwania zaowocuje pojawieniem się "nowego pokolenia", które "zatriumfuje w walce z pokoleniem szatańskim, miażdżąc mu głowę". Możemy powiedzieć, że owocem poznania i umiłowania Maryi będzie odkrycie tajemnicy Jej Niepokalanego Serca, które jest pewną drogą do życia wiecznego. Możemy dodać, że pierwszym członkiem tego nowego pokolenia była sama Siostra Łucja. Dołączamy do niej i wraz z nią "tworzymy orszak nowego pokolenia stworzonego przez Boga, czerpiąc życie nadprzyrodzone z tego samego źródła rodzicielskiego, z Serca Maryi". Stajemy się potomstwem "przeznaczonym przez Boga do zmiażdżenia głowy węża piekielnego".

 

Oto pierwsza misja Łucji: ma sprawić, że Maryja będzie bardziej znana i miłowana, przez co pojawi się na świecie pokolenie ludzi oddanych Niepokalanemu Sercu Maryi, które pokona zło! Słyszymy w Fatimie, że Bóg chce dać światu czas pokoju, ale nie stanie się to za sprawą bezpośredniej interwencji z nieba. Pan chce to uczynić naszymi rękami! Tak jak Matka Boża mówiła do Łucji, że "Jezus chce posłużyć się tobą...", tak jest i z nami. "Jezus chce posłużyć się nami", by na świecie zapanował Jego ład.

 

Jeszcze nie przebrzmiały słowa o poznaniu i pokochaniu Maryi, a już do uszu Łucji dochodzi następne zdanie mówiące o jej misji. Matka Najświętsza dodaje: "Chciałabym ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca".

 

Każdy, kto choć trochę zna historię pobożności maryjnej, zdziwiony pokręci głową. Przecież kult Serca Maryi znany był od wieków, a w latach, na które przypadały objawienia w Fatimie, nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi nie tylko istniało, ale było bardzo popularne. Matka Najświętsza zdaje się mówić o jakimś nowym nabożeństwie, przed którym ma ustąpić jego dotychczasowa forma.

 

O Niepokalanym Sercu Maryi Biblia mówi zaledwie szeptem, ale już w pierwszych wiekach Kościół zaczął zwracać baczną uwagę na Jego rolę w dziejach zbawienia. W średniowieczu Przeczyste Serce Maryi zaczyna być czymś ważnym. Wciąż jeszcze pojawia się tylko w formach prywatnych kultu, ale już staje się motorem świętości. Wiąże się z wielkimi świętymi i wielkimi postaciami w historii Kościoła. Są wśród nich: św. Mechtylda z Hackerborn, św. Gertruda z Hefty, św. Brygida Szwedzka, św. Bernardyn ze Sieny. Ich duchowość znalazła swój szczyt w fenomenie mistycznym zwanym "wymianą serc". Jedna z najstarszych próśb o wymianę serc brzmiała następująco: "O przedziwna Matko, zamiast mojego grzesznego serca umieść swoje Przeczyste Serce, ażeby mógł we mnie działać Duch Święty, i aby wzrastał we mnie Twój Boski Syn". A potem, w XVIII w. pojawił się św. Jan Eudes i rozpoczął starania o oficjalne uznanie przez Kościół kultu Serca Maryi. Przekonywał: "Jej Serce jest początkiem wszystkiego, co szlachetne, bogate i cenne we wszystkich duszach, które tworzą Kościół powszechny w niebie i na ziemi". Po ogłoszeniu dogmatu o Niepokalanym Poczęciu (1854 r.) zaczęto mówić wprost o "nabożeństwie do Niepokalanego Serca Maryi". Powstawały zakony związane z kultem Niepokalanego Serca Maryi, propagowano poświęcenie temu Sercu parafii, diecezji i całych narodów. Od 1807 r. czyniono to z oficjalnym poparciem Kościoła. Istniały już zatwierdzone formuły poświęcenia, a samemu aktowi nadano szczególne odpusty. W 1864 r. o poświęcenie Niepokalanemu Sercu Maryi całego świata prosiło wielu biskupów. W latach 1908-1914 liczne wielkie kongresy narodowe maryjne inspirowały petycje o publiczny akt poświęcenia Sercu Maryi, podobny do aktu dokonanego przez Leona XIII, a skierowanego do Serca Jezusa. Bez wątpienia w dzieciństwie Łucji jednym z najpopularniejszych nabożeństw było nabożeństwo piętnastu pierwszych sobót miesiąca...

 

A Maryja ogłasza w Fatimie, że chce zaprowadzić na świecie nabożeństwo do swego Niepokalanego Serca! Dziwne, ale nie możemy tego kwestionować. Pozostaje pytanie, jakie nabożeństwo miała rozpowszechnić na świecie Łucja i czym różni się ono od dotychczas obowiązującego w Kościele.

 

Jest nim poświęcenie Niepokalanemu Sercu Maryi, ale dokonane przez Papieża, w dodatku kolegialnie, czyli w duchowej łączności ze wszystkimi biskupami świata. Akt ten jest ukierunkowany w stronę pierwszego w historii państwa formalnie ateistycznego - Rosji. Ma on uniemożliwić ekspansję komunizmu na cały świat. Tym samym pobożność maryjna otrzymuje wymiar polityczny!

 

Zdawało się, że misja Łucji, mającej przekonać Ojca Świętego do dokonania takiego aktu, jest po ludzku niemożliwa do zrealizowania. Ale drugi wymiar nowej postaci nabożeństwa do Niepokalanego Serca Maryi okazał się jeszcze trudniejszy. Mowa o nabożeństwie pierwszych sobót - nie piętnastu, lecz pięciu - nabożeństwie będącym zaproszeniem do życia duchowego na bazie regularnej spowiedzi i do kontemplacji. Podczas gdy wizjonerce udało się przekonać do aktu zawierzenia Rosji już Piusa XII, i on sam i jego następcy próbowali dokonać aktu spełniającego wszystkie warunki postawione w Fatimie, to nabożeństwo pierwszych sobót wciąż napotyka na przeszkody. Fatimski akt poświęcenia został wypowiedziany w sposób ważny w 1984 r. przez Ojca Świętego Jana Pawła II i zaowocował wielkimi łaskami (m.in. rozpad Związku Sowieckiego), druga prośba Maryi - ustanowienie nabożeństwa pierwszych sobót - wciąż jest niewypełniona. Tym samym w depozycie nieba wiele łask czeka chwili, gdy będzie można udzielić je światu...

 

Kiedy Siostra Łucja jeszcze żyła, panowało powszechne przekonanie, że karmelitańska zakonnica nie umrze do dnia, w którym wszystkie życzenia Matki Bożej Fatimskiej zostaną spełnione. Dopóki nabożeństwo pierwszych sobót jest zatwierdzone przez zaledwie trzy Episkopaty (wśród nich od 1946 r. jest Polska), dopóty Siostra Łucja będzie wśród nas! Ale odeszła jakby przed czasem. Pozostaje pytanie, dlaczego...

 

Wincenty Łaszewski

 

***********************

Upomnienia, ostrzeżenia, apele Siostry Łucji


"Wszystko idzie na opak... Cnota jest ścigana, występek sławiony, prawdy nie ma, kłamstwo ma trzy języki... księgi są bez mędrców, a mędrcy bez ksiąg... Zwierzęta udają ludzi, a ludzie zwierzęta". Te słowa, napisane w wiekach średnich, są jak proroctwo, które wypełnia się w naszych czasach. Można by uczynić je mottem obfitej korespondencji Siostry Łucji, która począwszy od lat 30. XX wieku nie przestawała upominać świata, że droga wybrana dziś przez ludzkość prowadzi ku zagładzie.

 

Nie trzeba być teologiem, by dostrzec, jak bardzo świat współczesny odszedł od Boga; więcej, jak bardzo pewne środowiska zabiegają o to, aby zepchnąć Boga na margines naszego życia. Wiele wskazuje na to, że rzeczywiście działa w świecie jakiś "system" będący wrogiem naszego zbawienia. Jeśli on istnieje, to chce zniszczyć to, co dla człowieka najważniejsze - usunąć z jego życia drogę do nieba! Czy Siostra Łucja - wizjonerka i misjonarka Fatimy - mogła patrzeć obojętnie, jak zamyka się ludziom drogę do życia wiecznego? Nie, nie mogła. Z polecenia Jezusa i Jego Matki sięga po pióro...

 

"Pan Jezus nadal przekazuje swoje słowa mej duszy" - pisała 1 grudnia 1940 r. Dlatego nie wystarczy zapoznać się z treścią objawień w 1917 r. w Fatimie. Powinniśmy przyjrzeć się temu, co ze swej klasztornej celi Siostra Łucja przekazywała światu. Jej korespondencja była ogromna, a pozostawione przez nią zapiski tak liczne, że to, co znamy, to zaledwie wierzchołek góry lodowej... Poznajmy apele Siostry Łucji skierowane do jej umiłowanej ojczyzny, a zobaczymy, do jakiego stopnia odnoszą się one także do jej "drugiej ojczyzny" - Polski.

 

"Mamy powody do obaw"

Siostra Łucja surowo ocenia swój naród: "Patrząc na nas w ogólności, mając na uwadze nasz kraj jako całość, mamy wszelkie powody do obaw. Czy przestaliśmy obrażać Boga? Czy zamiast grzesznego życia, jakie dotychczas prowadziliśmy, rozpoczęliśmy życie pokuty, której domaga się prawdziwe zadośćuczynienie? Czy modlimy się z pokorą, skruchą i wytrwałością? Małe grupy tak. Większość, jako całość, nie. Widząc to wszystko, mamy powody do obaw" (list z 19 października 1943 r.).

 

Jakie grzechy są najpoważniejsze? Łucja wymienia najpierw grzechy przeciwko szóstemu przykazaniu: "Starajmy się wyrugować grzech nieczystości, musimy rozważnie podjąć wszelkie kroki, jakie mamy do dyspozycji, by położyć mu kres...". Ale nie mniej wołają o pomstę do nieba grzechy przeciw bliźnim: "Niesprawiedliwość, brak miłosierdzia wobec biednych, wdów i sierot, ludzi prostych i bezradnych tysiąc razy cięższe i obraźliwe w oczach Boga. Ale nikt na to nie baczy..." (list z 1961 r.).

 

Apele wizjonerki sprawiły, że w 1967 r. podczas poświęcenia Matce Bożej zarządów miast portugalskich ludzie wyznali swoje narodowe grzechy: "Łamie się prawa, nadużywa władzy. Rodzina jest rozbijana, lekceważy się przełożonych, unika się odpowiedzialności, depcze się ludzi prawa, bogaci roztrwaniają majątki, zapomniano o ubogich i pokornych. Nęka się sprawiedliwych, gorszy niewinnych. Zatracono Boski i wieczny sens tego, co ludzkie, ograniczono życie do zajmowania się rzeczami tego świata, odsuwając na bok odkupienie i zbawienie w Chrystusie".

 

Obraz naszej Ojczyzny odbija się w tych słowach jak w lustrze...

 

Ratunek w Niepokalanym Sercu Maryi
Poniższe słowa napisała Łucja 19 października 1943 r. Dziś możemy odczytać je jako mówiące o naszej Ojczyźnie...

 

"Co się tyczy trudnych czasów, przez które przechodzimy, to pamiętajmy, że Bóg jest jedynym, który może nas uratować za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi, naszej niebieskiej Matki, która jest taka dobra!

 

Ufności! Ale, jak wiecie, obietnica jest warunkowa: jeśli przestaną obrażać Boga, jeśli będą czynić pokutę, jeśli poświęcą się modlitwie".

 

Fatimska wizjonerka najbardziej podkreśla znaczenie modlitwy. 1 lipca 1958 r. pisała: "Musimy więcej się modlić i prosić Boga, aby nas nie karał, lecz aby nas ocalił, tak w życiu doczesnym, jak i wiecznym". Natomiast 29 września 1958 r. zanotowała: "Modlimy się i błagamy Boga o pokój, nie tylko dla narodu, ale dla niespokojnych duchów i sumień". O co należy się modlić? W tym samym liście Siostra Łucja podaje intencję: "Niech Bóg oświeci ślepych... i da pokorę pysznym, by mogli dostrzec właściwą drogę i uniknąć zła".

 

Jednak modlitwa, by była skuteczna, musi iść w parze z czynem. 29 lipca 1968 r. Łucja pisała: "Najbardziej musimy się modlić i prosić Matkę Najświętszą o pokój na całym świecie. Trzeba go jednak także wysłużyć, a tego prawie nikt nie chce zrozumieć. Jest wiele nieporozumień, nawet wśród tych, którzy mają obowiązek wiedzieć, co jest dobre, i być dobrymi... Bóg jest dobry i ma wiele sposobów, przez które może nas zbawić, nie mam jednak wątpliwości, że domaga się On od nas współpracy". Jak pisze 12 czerwca 1967 r., "kiedy wszystko wydaje się stracone, wtedy zdarza się cud... Tu leży moja ufność, ale ufność domaga się modlitwy, pokuty, a nade wszystko tego, co prowadzi do porzucenia grzechu. To właśnie jest najbardziej konieczne do uzyskania łaski. Niech Bóg sprawi, aby wszyscy to zrozumieli".

 

"Jeżeli nie chcemy zejść z tych dróg - dodaje w innym liście - to jak możemy oczekiwać, że Bóg i Najświętsza Maryja Panna nas zbawią?! Dobrze wiem, że Miłosierdzie Boże jest większe od wszelkiej ludzkiej nędzy i wszelkiego zła. Wiem jednak i to, że On domaga się naszej współpracy i naszej pokuty!".

 

Apel do kapłanów i zakonników

W liście z 1 grudnia 1940 r. wizjonerka pisze, jak bardzo miłe jest Jezusowi i Sercu naszej ukochanej Matki Niebieskiej postanowienie odnowienia poświęcenia diecezji i parafii Niepokalanemu Sercu Maryi. Jednak, dodaje Łucja, "pomimo to serca Pana Jezusa i naszej Niebieskiej Matki są wciąż smutne i bolejące. Portugalia, jako całość, nie odpowiada na ich łaski i miłość. Często ubolewają nad grzesznym życiem, jakie prowadzi większość ludzi, nawet ci, którzy uważają się za praktykujących katolików. Ale przede wszystkim narzekają bardzo na letniość, obojętność i wygodne życie kapłanów i zakonników". W objawieniu, jakie miało miejsce 29 marca 1942 r., Maryja skupia się właśnie na tym temacie. Mówi do Łucji: "Zwróć uwagę na obojętność, letniość i szukanie wygody tych dusz, które powinny nieść światło narodom i ludzkości, a które zamiast tego są magnesem przyciągającym na nas Bożą sprawiedliwość". To dlatego w niemal każdym liście Siostry Łucji pojawia się apel o taką zmianę życia osób zakonnych i kapłanów, by stali się oni czytelnym znakiem Bożego królestwa.

 

Obowiązki rządzących

 

Siostra Łucja wiele razy wskazuje na rolę rządzących państwem, oni bowiem mają władzę zdolną postawić tamę złu. W jednym z listów Łucji czytamy: "Gdyby rząd Portugalii w zjednoczeniu z wszystkimi biskupami ogłosił dni pokuty i publicznej modlitwy, które byłyby odmawiane na ulicach w czasie zbliżającego się karnawału, i zarzuciłby pogańskie zabawy, uzyskaliby łaskę pokoju dla Portugalii i Europy".

 

Wątek rządzących krajem powraca raz po raz w listach fatimskiej wizjonerki. "Musimy ufać i skierować nasze modlitwy do nieba, większe niż kiedykolwiek przedtem, prosząc Boga i Matkę Najświętszą, aby opiekowała się tymi, którzy nami rządzą, i udziela im siły i mądrości... Trzeba koniecznie wypędzić z kraju publiczne życie w grzechu i wszystko, co je promuje i popiera: rozwody, domy rozpusty, nielegalne związki itd.". Wielką rolę mają tu do odegrania władze, ale i zwykli obywatele mogą zrobić wiele. Pisząc pod koniec grudnia 1961 r. do hiszpańskiej przyjaciółki, Łucja stwierdza: "aby otrzymać bardziej skuteczną pomoc z nieba, konieczna jest całościowa reforma społeczeństwa prowadząca do lepszego życia. Pracujmy w tym kierunku; niech każdy robi wszystko, co jest w zasięgu jego możliwości".

 

Wspomnijmy jeszcze, że według Siostry Łucji jednym z najpoważniejszych grzechów jej ojczyzny było odrzucenie imienia Bożego w konstytucji z 8 lipca 1959 r. Jej zdaniem, przez to przestępstwo "Portugalia oficjalnie odżegnała się od poświęcenia Niepokalanemu Sercu Maryi", które zapewniło pokój podczas II wojny światowej. Dlatego, ostrzegała wizjonerka, "Portugalia będzie cierpieć skutki obcych wojen".

 

Zadania środków masowego przekazu

Choć obraz kreślony przez wizjonerkę z Fatimy nie napawa optymizmem, jest wiele powodów do nadziei. Zdaniem karmelitanki z Coimbry, wśród grzeszników kwitną święci. "Nigdy grzech, rozpusta i zbrodnia nie rozrosły się w świecie tak jak dziś - pisze w jednym z listów - ale nigdy też jednak nie było tylu świętych co współcześnie. W ogrodzie Kościoła zawsze, nawet wśród największych burz, kwitną kwiaty. Trzeba tylko wiedzieć, w jaki sposób ich odnaleźć". Dodaje z uśmiechem, że trzeba nam pamiętać, że święci, głęboko pokorne dusze, nie interesują dziennikarzy. Nie o nich mówią nagłówki gazet i pierwsze wiadomości telewizyjnych dzienników. Co nie znaczy wcale, że ich nie ma i że nie odgrywają oni roli ważniejszej niż wielcy tego świata.

 

Apel o narodową kampanię

Dnia 21 kwietnia 1961 r. Łucja pisała: "Konieczna jest wielka ogólnonarodowa kampania przeciwko szerzącemu się złu i w obronie dobra, które stopniowo znika z życia narodu. Dlaczego nie stworzyć grup kobiet i młodych ludzi we wszystkich rejonach kraju, którzy pracowaliby dla tej sprawy, sami zaczynając dawać dobry przykład? Modlitwa jest konieczna, ale nie dyspensuje ona od działania. Jedno złączone z drugim doprowadzi do zwycięstwa, ale muszą być one połączone". Łucja przypomina słowa anioła wypowiedziane do Tobiasza: "'Kiedy grzebiesz umarłego, ja zanoszę twoje modlitwy do Boga'. Z pewnością kopanie grobów zmarłym nie jest, mówiąc właściwie, modlitwą ustną czy myślną, jest jednak wypełnieniem obowiązku miłosierdzia względem bliźniego, podjętym z miłości do Boga. W ten sposób wszelka praca przemienia się w modlitwę, którą nasz anioł ofiaruje Bogu za nas i w naszych intencjach. Mamy przeciwstawiać się fałszywym naukom, uczyć ludzi odwracania się od złych uczynków i kierować ich kroki ku drodze sprawiedliwości rozumianej jako to miłosierdzie, w którym człowiek poświęca się i ofiaruje się dla dobra innych, by pomagać sobie nawzajem. Wszystko to może służyć jako idea dla nowego moralnego przebudzenia, które wielce przysłuży się pokojowi dla naszego ludu i naszego kraju".

 

Tak więc - apeluje Siostra Łucja - trzeba, nie zważając na nic, zacząć od siebie, bo "jeśli w Sodomie i Gomorze znalazłoby się dziesięciu sprawiedliwych, oba miasta ocalałyby mimo swoich przerażających grzechów.

 

Wincenty Łaszewski

 

*********************************

 

Trzy części fatimskiej tajemnicyna podstawie Wspomnień Siostry Łucji


 

1. Pierwsza część fatimskiej tajemnicy - wizja piekła

 

A więc tajemnica składa się z trzech odmiennych części. Z tych dwie teraz wyjawię. Pierwszą więc była wizja piekła. Pani nasza pokazała nam morze ognia, które wydawało się znajdować w głębi ziemi, widzieliśmy w tym morzu demony i dusze jakby były przezroczystymi czarami lub brunatnymi żarzącymi się węgielkami w ludzkiej postaci. Unosiły się w pożarze, unoszone przez płomienie, które z nich wydobywały się wraz z kłębami dymu. Padały na wszystkie strony jak iskry w czasie wielkich pożarów, bez wagi, w stanie nieważkości, wśród bolesnego wycia i rozpaczliwego, krzyku. Na ich widok można by ogłupieć i umrzeć ze strachu.
Demony miały straszne i obrzydliwe kształty wstrętnych, nieznanych zwierząt. Lecz i one były przejrzyste i czarne. Ten widok trwał tylko chwilę. Dzięki niech będą Matce Najświętszej, która nas przedtem uspokoiła obietnicą, że nas zabierze do nieba (w pierwszym widzeniu). Bo gdyby tak nie było, sądzę, że bylibyśmy umarli z lęku i przerażenia.
Następnie podnieśliśmy oczy ku naszej Pani, która nam powiedziała z dobrocią i ze smutkiem: «Widzieliście piekło, dokąd idą dusze biednych grzeszników. Aby ich ratować, Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeśli zrobi się to, co ja wam mówię, wiele dusz zostanie uratowanych, nastanie pokój na świecie. Wojna się skończy. Ale jeżeli się nie przestanie obrażać Boga, to za pontyfikatu Piusa XI rozpocznie się druga, gorsza. Kiedy ujrzycie noc oświetloną przez nieznane światło, wiedzcie, że to jest wielki znak, który wam Bóg daje, że ukarze świat za jego zbrodnie przez wojnę, głód i prześladowania Kościoła i Ojca św. Żeby temu zapobiec, przyjdę, by żądać poświęcenia Rosji memu Niepokalanemu Sercu i ofiarowania Komunii św. w pierwsze soboty na zadośćuczynienie. Jeżeli ludzie me życzenia spełnią, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, Rosja rozszerzy swoje błędne nauki po świecie wywołując wojny i prześladowania Kościoła. Sprawiedliwi będą męczeni, Ojciec św. będzie bardzo cierpieć, wiele narodów zostanie zniszczonych, na koniec zatriumfuje moje Niepokalane Serce. Ojciec św. poświęci mi Rosję, która się nawróci, a dla świata nastanie okres pokoju.

 

 

2. Druga część fatimskiej tajemnicy - Niepokalane Serce Maryi

 

Druga tajemnica odnosi się do nabożeństwa Niepokalanego Serca Maryi. Jak już poprzednio mówiłam, Nasza Pani 13 VI 1917 r. zapewniła mnie, że nigdy mnie nie opuści i że Jej Niepokalane Serce będzie zawsze moją ucieczką i drogą, która mnie będzie prowadziła do Boga.
Mówiąc te słowa, rozłożyła swe ręce i przeszyła nasze serca światłością, która z nich płynęła. Wydaje mi się, że tego dnia to światło miało przede wszystkim utwierdzić w nas poznanie i miłość szczególną do Niepokalanego Serca Maryi, tak jak to było w dwóch innych wypadkach odnośnie do Boga i do tajemnicy Trójcy Przenajświętszej. Od tego dnia odczuliśmy w sercu bardziej płomienną miłość do Niepokalanego Serca Maryi. Hiacynta mówiła mi nieraz: «Ta Pani powiedziała, że jej Niepokalane Serce będzie twoją ucieczką i drogą, która cię zaprowadzi do Boga. Kochasz ją bardzo? Ja kocham Jej Serce bardzo. Ono jest tak dobre!» Kiedy Pani w lipcu powiedziała nam w tajemnicy, jak to już wcześniej opisałam, że Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do Jej Niepokalanego Serca, aby zapobiec przyszłej wojnie, i że przyjdzie, aby żądać poświęcenia Rosji jej Niepokalanemu Sercu i Komunii św. wynagradzającej w pierwsze soboty, Hiacynta słysząc to powiedziała do mnie: «Tak mi żal, że nie mogę przyjmować Komunii św. na zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi». Mówiłam też już, że Hiacynta spośród aktów strzelistych, które O. Cruz nam polecił, wybrała następujący: «Słodkie Serce Maryi, bądź moim ratunkiem». Gdy te słowa wypowiadała, dodawała ze swoją zwykłą prostotą: «Lubię tak bardzo Serce Maryi! Jest to przecież Serce naszej Matki Niebieskiej. Czy ty też lubisz powtarzać: «Słodkie Serce Maryi, bądź moim ratunkiem? Ja to tak chętnie czynię. Tak bardzo lubię».
Często zrywała kwiaty polne i śpiewała sobie na melodię, którą spontanicznie sama wymyślała «Słodkie Serce Maryi, bądź moim ratunkiem. Niepokalane Serce Maryi nawróć grzeszników, wybaw dusze z piekła».

 

 

3. Trzecia część fatimskiej tajemnicy

 

J.M.J.

 

Trzecia część tajemnicy wyjawionej 13 lipca 1917 w Cova da Iria-Fatima.

 

Piszę w duchu posłuszeństwa Tobie, mój Boże, który mi to nakazu­jesz poprzez Jego Ekscelencję Czcigodnego Biskupa Leirii i Twoją i moją Najświętszą Matkę.

 

Po dwóch częściach, które już przedstawiłam, zobaczyliśmy po lewej stronie Naszej Pani nieco wyżej Anioła trzymającego w lewej ręce ognisty miecz; iskrząc się wyrzucał języki ognia, które zdawało się, że podpalą świat; ale gasły one w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Naszej Pani w jego kierunku; Anioł wskazując prawą ręką ziemię, powiedział mocnym głosem: Pokuta, Pokuta, Pokuta! I zobaczyliśmy w nieogarnionym świetle, którym jest Bóg: "coś podobnego do tego, jak widzi się osoby w zwierciadle, kiedy przechodzą przed nim" Biskupa odzianego w Biel "mieliśmy przeczucie, że to jest Ojciec Święty". Wielu innych Biskupów, Kapłanów, zakonników i zakonnic wchodzących na stromą górę, na której szczycie znajdował się wielki Krzyż zbity z nieociosanych belek jak gdyby z drzewa korkowego pokrytego korą; Ojciec Święty, zanim tam dotarł, przeszedł przez wielkie miasto w połowie zruj­nowane i na poły drżący, chwiejnym krokiem, udręczony bólem i cier­pieniem, szedł modląc się za dusze martwych ludzi, których ciała napo­tykał na swojej drodze; doszedłszy do szczytu góry, klęcząc u stóp wiel­kiego Krzyża, został zabity przez grupę żołnierzy, którzy kilka razy ugo­dzili go pociskami z broni palnej i strzałami z łuku i w ten sam sposób zginęli jeden po drugim inni Biskupi Kapłani, zakonnicy i zakonnice oraz wiele osób świeckich, mężczyzn i kobiet różnych klas i pozycji. Pod dwoma ramionami Krzyża były dwa Anioły, każdy trzymający w ręce konewkę z kryształu, do których zbierali krew Męczenników i nią skrapiali dusze zbliżające się do Boga.

 

Tuy-3-1-1944

 

Tłumaczenie odtwarza wiernie tekst oryginalny, w tym także niedokładności interpunkcji, co zresztą nie przeszkadza w zrozumieniu tego, co widząca chciała powiedzieć.

 

Orędzie fatimskie, Kongregacja Nauki Wiary, Citta del Vaticano 2000


***********************

 

Trzecia część tajemnicy fatimskiej

 

I. III cz. „Tajemnicy” została spisana na polecenie Bp Leirii i Matki Bożej 3 stycznia 1944r.

 

Wskazówkę do interpretacji trzeciej części „tajemnicy” Siostra Łucja zawarła w liście do Ojca Świętego 12 maja 1982.

 

Pisze w niej:

 

«Trzecia część tajemnicy odnosi się do słów Matki Bożej: „Jeżeli nie, [Rosja] rozszerzy swoje błędy nauki na świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła. Dobrzy będą męczeni a Ojciec Święty będzie miał wiele do cierpienia, różne narody zginą” (13 – VII – 1917).

 

Trzecia część tajemnicy jest symbolicznym objawieniem, odnoszącym się do tej części Orędzia, które spełnia się zależnie od tego, czy przyjmiemy żądania zawarte w samym Orędziu: „Jeżeli przyjmą moje żądania, Rosja nawróci się i zaznają pokoju; jeżeli nie, rozszerzy swoje błędy nauki po  świecie itd.”.

 

Ponieważ nie przyjęliśmy tego wezwania zawartego w Orędziu, jesteśmy świadkami jego spełnienia, a Rosja rzeczywiście zalała świat swoimi błędami. A chociaż nie oglądamy jeszcze całkowitego wypełnienia się ostatniej części tego proroctwa, widzimy, że stopniowo zbliżamy się do niego wielkimi krokami. Nastąpi ono, jeżeli nie zawrócimy z drogi grzechu, nienawiści, zemsty, niesprawiedliwości, łamania praw człowieka, niemoralności, przemocy itd.

 

Nie mówmy, że to Bóg tak nas karze; przeciwnie, to ludzie sami ściągają na siebie karę. Bóg przestrzega nas cierpliwie i wzywa do powrotu na dobrą drogę, szanując wolność, jaką nam podarował; dlatego to ludzie ponoszą odpowiedzialność

 

Decyzja Ojca Świętego Jana Pawła II, by ogłosić trzecią część „tajemnicy” fatimskiej, zamyka pewien etap historii, naznaczony tragicznie przez ludzką żądzę władzy i niegodziwość, ale przeniknięty także miłosierną miłością Boga i troskliwą czujnością Matki Jezusa i Kościoła.

 

Działanie Boga, Pana dziejów, i współodpowiedzialność człowieka, przeżywającego swoją wolność jako dramat i owocny dar, to dwa filary, na których wznosi się historia ludzkości.

 

W objawieniach fatimskich Matka Boża przypomina nam o tych zapomnianych wartościach, o tej przyszłości człowieka w Bogu, w której mamy czynny i odpowiedzialny udział.

 

II. Przyjrzyjmy się teraz bliżej poszczególnym obrazom. Anioł z ognistym mieczem stojący z lewej strony Matki Bożej przypomina podobne obrazy z Apokalipsy. Przedstawia groźbę sądu, wiszącą nad światem. Myśl, że świat może spłonąć w morzu ognia, nie jawi się już bynajmniej jako czysty wytwór fantazji: człowiek sam przez swoje wynalazki zgotował na siebie ognisty miecz. Wizja wskazuje potem na siłę, która przeciwstawia się mocy zniszczenia – jaśniejąca blaskiem Matki Bożej i pochodzące w jakiś sposób od tego blasku – wezwanie do pokuty. W ten sposób zostaje podkreślone znaczenie wolności człowieka: przyszłość nie jest bynajmniej nieodwołalnie przesądzona, a obraz, który widziały dzieci, nie jest wcale filmem ukazującym z wyprzedzeniem przyszłość, w której niczego już nie można zmienić. W rzeczywistości całe widzenie odbywa się wyłącznie po to, aby przypomnieć o wolności i nadać jej konstruktywny kierunek. Celem wizji nie jest zatem pokazanie filmu z przyszłości już raz na zawsze ustalonej. Jej cel  jest dokładnie przeciwny – ma on mobilizować siły do przemiany ku dobru. Dlatego całkowicie chybione są fatalistyczne interpretacje „tajemnicy”, w których stwierdza się na przykład, że sprawca zamachu z 13 maja 1981 r. był jedynie narzędziem Bożego planu, kierowanym przez Opatrzność, i dlatego nie mógł działać w sposób wolny; to samo dotyczy innych, podobnych opinii, z jakimi można się spotkać. Wizja mówi raczej o niebezpieczeństwach i o sposobach uchronienia się od nich.

 

Kolejne zdania tekstu raz jeszcze ukazują bardzo wyraźnie symboliczny charakter wizji: Bóg pozostaje nieporównywalnie wielki i jest światłością, która przerasta wszelką naszą zdolność widzenia. Ludzie jawią się jak gdyby w zwierciadle. Musimy mieć zawsze na uwadze to wewnętrzne ograniczenie wizji, której granice zostają tu wyraźnie ukazane. Przyszłość widoczna jest tylko „jakby w zwierciadle, niejasno”(1Kor 13, 12). Rozważmy teraz poszczególne obrazy, jakie pojawiają się kolejno w zapisie „tajemnicy”. Miejsce akcji zostaje oznaczone przez trzy symbole: stromą górę, wielkie miasto w połowie zrujnowane i na koniec wielki krzyż, zbity z nieociosanych belek.

 

Góra i miasto symbolizują miejsce, w którym toczy się historia ludzi: historia jako mozolne wspinanie się ku górze, historia jako środowisko ludzkiego tworzenia i współistnienia, ale zarazem jako miejsce zniszczenia, w którym człowiek sam unicestwia dzieło własnych rąk. Miasto może być miejscem wspólnoty i postępu, ale też miejscem skrajnych niebezpieczeństw i zagrożeń. Na górze wznosi się krzyż – cel i punkt orientacyjny historii. W krzyżu zniszczenie zostało przemienione w zbawienie; krzyż jawi się jako znak nędzy historii i jako obietnica dla niej.

 

Pojawiają się tu z kolei postacie ludzkie: biskup odziany w biel (mieliśmy przeczucie, że to jest Ojciec Święty), inni biskupi, kapłani, zakonnicy i zakonnice, na koniec mężczyźni i kobiety różnych klas i pozycji społecznych. Papież wydaje się wyraźnie poprzedzać pozostałych, drżąc i cierpiąc w obliczu wszystkich otaczających go okropności. Nie tylko budowle miast są na pół zburzone – droga Papieża wiedzie pośród martwych ludzkich ciał. Droga Kościoła zostaje tu zatem opisana jako Droga Krzyżowa, jako wędrówka przez czas przemocy i zniszczenia. W tym obrazie można dostrzec historię całego minionego stulecia Podobnie jak różne miejsca na ziemi są syntetycznie ukazane w dwóch obrazach – góry i miasta – i zwrócone ku krzyżowi, tak też różne chwile dziejowe są przedstawione skrótowo: w widzeniu możemy rozpoznać minione stulecie jako wiek męczenników, jako wiek cierpień i prześladowań Kościoła, jako wiek wojen światowych i licznych wojen lokalnych, które miały miejsce w jego drugiej połowie i sprawiły, że ludzkość zaznała nowych form okrucieństwa. W „zwierciadle” tej wizji widzimy przechodzących świadków wiary kolejnych dziesięcioleci. Odnoście tego wydaje się ważnym przytoczyć zdanie z listu, jaki siostra Łucja napisała do Ojca Świętego 12 maja 1982 r.: „trzecia część tajemnicy odnosi się do słów naszej Pani: : „Jeżeli nie, [Rosja] rozszerzy swoje błędy nauki na świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła. Dobrzy będą męczenia a Ojciec Święty będzie miał wiele do cierpienia, różne narody zginą”

 

W drodze Krzyżowej tego minionego stulecia postać Papieża odgrywa szczególną rolę. W obrazie uciążliwego wchodzenia na szczyt góry można z pewnością dostrzec jednoczesne odwołanie do różnych papieży, którzy poczynając od Piusa X aż do obecnego papieża mieli udział w cierpieniach swojego stulecia i starali się iść przez nie drogą wiodącą ku krzyżowi. W wizji również Papież zostaje zabity na drodze męczenników. Czyż Ojciec Święty, kiedy po zamachu 13 maja 1981r. polecił przynieść sobie tekst trzeciej „tajemnicy”, mógł nie rozpoznać w nim własnego przeznaczenia? Tamtego dnia znalazł się bardzo blisko granicy śmierci i sam tak wyjaśniał potem swoje ocalenie: „macierzyńska dłoń kierowała biegiem kuli i Papież (...) w agonii (...) zatrzymał się na progu śmierci”. (134 maj 1994r.). Fakt, iż „macierzyńska dłoń” zmieniła bieg śmiercionośnego pocisku, jest tylko jeszcze jednym dowodem na to, że nie istnieje nieodwołalne przeznaczenie, że wiara i modlitwa to potężne siły, które mogą oddziaływać na historię, i że ostatecznie modlitwa okazuje się potężniejsza od pocisków, a wiara od dywizji.

 

Zakończenie „tajemnicy” przywodzi na myśl obrazy, które Łucja mogła widzieć w książkach do nabożeństwa, a których treść nawiązuje do odwiecznych intuicji wiary. Jest to wizja krzepiąca, w której historia pełna krwi i łez zostaje jak gdyby poddana uzdrawiającej mocy Boga.

 

Aniołowie stojący pod ramionami krzyża gromadzą krew męczenników i „skrapiają” nią dusze, które zbliżają się do Boga. Krew Chrystusa i krew męczenników są tu ukazane razem: krew męczenników wypływa z ramion krzyża. Ich męczeństwo połączone jest więzią solidarności z męką Chrystusa, stanowi z nią jedno. Męczennicy dopełniają braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała (por. Kol 1,24). Samo życie stało się Eucharystią, wpisaną w tajemnice ziarna, które obumiera i przynosi owoc. Tertulian powiedział, że krew męczenników jest zasiewem chrześcijan. Podobnie jak śmierć Chrystusa, z jego otwartego boku narodził się Kościół, tak też śmierć świadków wydaje owoce dla przyszłego życia Kościoła.

 

Wizja z trzeciej części „tajemnicy”, na początku tak wstrząsająca, kończy się zatem obrazem pełnym nadziei: żadne cierpienie nie jest daremne i właśnie Kościół cierpiący, Kościół męczenników staje się drogowskazem dla człowieka poszukującego Boga. Miłościwe dłonie Boga przyjmują nie tylko cierpiących takich jak Łazarz, który dostąpił wielkiego pocieszenia i jest tajemniczym obrazem Chrystusa, który dla nas zechciał się stać ubogim Łazarzem; chodzi tu o coś więcej: z cierpienia świadków wypływa moc oczyszczająca i odnawiająca, ponieważ ponawia ono w teraźniejszości cierpienie samego Chrystusa i wnosi w obecną rzeczywistość jego zbawczą skuteczność.
 

 

**************************

 

SERDECZNIE ZAPRASZAMY DO ODWIEDZANIA STRONY SEKRETARIATU FATIMSKIEGO NA KTÓREJ ZNAJDZIECIE WIELE INNYCH CIEKAWYCH i WARTOŚCIOWYCH MATERIAŁÓW, M IN.  :

 

               

 


ŹRÓDŁO:

 

 

Poprawiony: wtorek, 14 maja 2013 00:18